sobota, 13 marca 2021

Katowice - miasto różnorodności

Symbol Katowic - Spodek

Jesteśmy w Katowicach. Właściwie - bywamy w Katowicach cyklicznie, od wielu lat. Ten post jest podsumowaniem kilkuletnich obserwacji miasta, zwanym Miastem Ogrodów. Bogata oferta kulturalna, wieloletnia spuścizna przemysłowa, obecność lasów i zieleni czynią z Katowic jedno z najciekawszych i ciągle najbardziej niedocenionych miast Śląska. Warto tu przyjechac przez cały rok. Katowice bardzo zmieniły się na przestrzeni lat. Przyjechałem tu w 2007 roku, jako student Uniwersytetu Śląskiego i mieszkaniec Osiedla Akademickiego na Ligocie. Spodobało mi się, że mieszkam pośród dzikiego lasu, gdzie częstymi gośćmi są dziki, a kilka kilometrów dalej studiuję pośród zwartej zabudowy katowickich kamienic. Istotnie, w obrębie Katowic lesistość wynosi ponad 42 %, aż trudno w to uwierzyć. Jestem tutaj ponownie. Po tych kilkunastu latach zmieniło się bardzo wiele. Rewitalizację przeszedł Rynek Główny, wymieniono kilometry torów tramwajowych, przeniesiono Muzeum Śląskie na teren dawnej kopalni "Katowice", wybudowano nową siedzibę NOSPR - żeby wymienić te najważniejsze. Katowice zmieniły się przez te lata bardzo, i są to zmiany na plus. Nawet osiedle studenckie Ligota zyskało nowy blask, choćby przez rewitalizację Parku Zadole, czego efektem jest tężnia solankowa. Miasto ogrodów? Na pewno miasto różnorodności. Zobaczmy zatem, co w Katowicach piszczy obecnie... 


Nikiszowiec


Jest kilka miejsc - symboli Katowic. Jednym z nich jest osiedle Nikiszowiec, leżące przy granicy z Mysłowicami. Nazwę swą osiedle zawdzięcza zbudowanemu tutaj na początku XX wieku szybowi kopalnianemu „Nickischschacht” (dziś „Poniatowski”). Nikiszowiec powstawał w latach 1908-1919, kiedy robotnikom na pobliskim Giszowcu zaczęło być za ciasno. Projektantami kolonii byli Emil i Georg Zillmannowie. Przekuli oni idee przestrzennego ładu w osiedle – można by rzec – samowystarczalne, po prostu doskonałe. Miasto w mieście - kompleks w Nikiszowcu tworzą trzykondygnacyjne ceglane bloki, tworzące czworoboki z wewnętrznymi dziedzińcami, na których mieszkańcy mieli do dyspozycji chlewiki, komórki i piece do wypieku chleba. W dziedzińcach dziś niewiele się dzieje, ale kiedyś tętniły życiem i były sercem rzędów bloków. Osiedle zachwyca przestrzenią - mieszkańcy nie duszą się, stłamszeni niewielką przestrzenią typową dla robotniczych osiedli Śląska. Ogromne dziedzińce, spory rynek i niewysokie bloki - kamienice tworzą wrażenie swobody i przestrzeni. Małe miasto - a to przecież tylko osiedle. Nikisz oferuje dziewięć klimatycznych budynków, połączonych przewiązkami. Uwagę zwracają – również zaprojektowane przez Zillmannów – urozmaicone detale architektoniczne, zdobiące wszystkie gmachy. Czerwone ramki okienne, malowidła, rzeźbienia to prawdziwa uczta dla oka. Na osiedlu powstały także m.in. sklepy, szkoły, pralnia i suszarnia. Centrum osiedla stanowi(ł) rynek, przy którym stoi m.in. gmach dawnej gospody z charakterystyczną mozaiką przedstawiającą róże na fasadzie. Spore wrażenie robi neogotycki Kościół św. Anny o arcyciekawej bryle. Zabytków tutaj na pęczki. Przy ul. Rymarskiej 4 ulokował się Dział Etnologii Miasta Muzeum Historii Katowic. Nic dziwnego, że osiedle było inspiracją dla filmowców, a Artur Rojek pierwsze edycje Off-Festivalu planował właśnie na Nikiszowcu. Zaczepiam jedną z mieszkanek i pytam o tradycję malowania czerwonych ramek okiennych: "Tak było i tak zostało. Ramki malują poszczególni mieszkańcy i robią to, jak stara farba wyblaknie, albo według uznania". Dodam, że czerwoną farbę podobno zdobywali górnicy jeszcze na początku 20 wieku, tradycja została. I bardzo dobrze. Jedynie szkoda, że wrażenie ogólne psują zaparkowane wszędzie samochody.




Dziedziniec jednego z bloków


Kościół św. Anny

Ołtarz Główny

Blok z różami przy Placu Wyzwolenia


Jedziemy dalej aż pod Osiedle Giszowiec, który jest kolejną unikatowa na skalę europejską kolonią robotnicza, zbudowaną w latach 1906-1910 dla pracowników zakładów przemysłowych – głownie kopalni „Giesche” (później „Wieczorek”). Kolonię zaprojektowali znani już nam Emil i Georg Zillmannowie, wdrażając w życie ideały „miasta – ogrodu”. Mimo lat zmian, do dziś zachowały się domy mieszkalne i obiekty użyteczności publicznej. Ponieważ nieopodal rozpoczęto na początku XX wieku eksploatację węgla, jej władze postanowiły więc zbudować tutaj duże osiedle robotnicze, głównie dla górników i kadry urzędniczej "Wieczorka". Ideą nadrzędną było to, żeby górnicy czuliby się jak u siebie w domu, jak we wsi. Pierwszy etap budowy osiedla zamknął się w latach 1906-1910. Stanęły wówczas najczęściej dwurodzinne parterowe domy mieszkalne, różniące się detalami architektonicznymi. Dziś centrum Giszowca stanowi rozległy Plac Pod Lipami. Warto zobaczyć budynki które pamiętają jeszcze czasy Zillmanów, rozsiane po całym osiedlu. Dobrze się tu mieszka? - pytam panią lat około 50. "Bardzo dobrze. Ciągle jest to jedna z najspokojniejszych dzielnic Katowic, mimo że ciągle coś nowego budują. Dawniej były tu tylko takie zabytkowe chałupy, lecz lata 60 i 70 a wraz z nimi rozwój blokowisk spowodowały wyburzenie wielu zabytkowych budynków. Wiele z nich jest niezamieszkałych, wiele odkupiono i dziś tętni tam życie. Każdy jest wyjątkowy". Uważam, że komentarz sympatycznej pani jest wystarczającą zachętą, by tu zajrzeć.




Budynek Dawnej Pralni i Łaźni


Po wojażach wokół, przenieśmy się do ścisłego centrum Katowic. Jednym z bardziej rozpoznawalnych symboli miasta jest Pomnik Powstańców Śląskich (zwany Skrzydłami), który odsłonięto 1 września 1967. Skrzydła pomnika są trzy, każde symbolizuje kolejne powstania śląskie. Na odsłonięcie pomnika Powstańców Śląskich tysiące ludzi przyszły z własnej woli, a nie dlatego, że im nakazano. A wtedy partyjnym władzom bardziej zależało na szybkim rozwijaniu przemysłu i inwestycjach w regionie niż na kultywowaniu pamięci tych, którzy walczyli o jego polskość. Problemem pozostawały pieniądze. Pomnik kosztował wówczas ogromne pieniądze. Gospodarz (tak go nazywano) województwa, Jerzy Ziętek, cierpliwie i konsekwentnie zabiegał o dofinansowanie przedsięwzięcia w stolicy. Ostatecznie stanęło na tym, że pomnik Powstańców Śląskich będzie darem Warszawy dla Śląska. Pomysł zyskał przychylność wielu warszawiaków, którzy dobrze pamiętali, jak wielką pomoc po II wojnie okazali zburzonej stolicy właśnie mieszkańcy Śląska.






Tuż za Pomnikiem Powstańców stoi Spodek, kultowy obiekt na terenie Katowic, którego budowę ukończono w 1971 roku. Wokół Spodka powstało wiele opowieści. Jedna z ciekawszych dotyczy oddania hali do użytku. Otóż – ze względu na charakterystyczny kształt i małą powierzchnię styczną z gruntem – konstruktorzy do końca nie mieli pewności, czy hala nie zawali się po wpuszczeniu do niej widzów. Tuż przed otwarciem zaproszono więc 4 tysiące żołnierzy, których zadaniem było skakanie i tupanie ile sił w nogach. Test się udał, konstrukcja wytrzymała. Nie muszę dodawać, że odbywają się tutaj takie wydarzenia, jak koncerty gwiazd muzyki, festiwale czy targi, wydarzenia ekonomiczne. Nieopodal Spodka trwa budowa biurowca KTW II, który ma być najwyższym budynkiem Katowic mierzącym 133 metry. Wieżowiec będzie miał 31 pięter. Tym samym przewyższy poczciwego Altusa o 8 metrów. Póki co, budowa idzie pełną parą. Na razie obiekt przypomina mniej więcej, jakby ktoś nieudolnie grał w Tetris. Nie zapomnijmy także o jednym z największych budynków mieszkalnych w Polsce, Superjednostce zaraz obok. Kolos ma 187 metrów długości i mieści 764 mieszkania! Polecam dokument "Superjednostka" Teresy Czepiec z 2014 roku, która w niemym obrazie ukazuje życie mieszkańców tego giganta.


Spodek. Po prawej budowany wieżowiec KTW II

Superjednostka

Rynek po rewitalizacji robi wrażenie przestrzenią

W centrum


Miejscem bardzo ważnym dla Katowic jest teren Kopalni Wujek. Działa tam swoiste muzeum pamięci 9 górników, zastrzelonych przez ZOMO 16 grudnia 1981 r. Muzeum prowadzone jest przez Śląskie Centrum Wolności i Solidarności, a po wnętrzach oprowadzają świadkowie historii – górnicy, którzy brali udział w historycznym strajku i byli obecni podczas pacyfikacji Stanisław Płatek i Antonii Gierlotka. Obecnie obiekt przechodzi gruntowny remont i ma być ponownie otwarty na 40 rocznicę masakry górników, czyli 16 grudnia tego roku. Powiększona ma zostać przestrzeń wystawiennicza. Póki co, niejako na zachętę przed Dyrekcją Kopalni prezentuje się czołg T-55, który brał udział w pacyfikacji Wujka w 1981 roku. Miejsce skłania do surowej refleksji, jest mocno przygnębiające, zwłaszcza że winnych otwarcia ognia do górników skazano dopiero 28 lat później, w 2009 roku. Niech ten wpis będzie moim hołdem dla poległych, ja na pewno tu wrócę. 









A teraz miejsce, w które aż trudno uwierzyć że znajduje się praktycznie w centrum Katowic. Wkraczamy na chwilę w inny świat - miejsce brudne, nieprzyjazne mówiące niskim, zachrypniętym głosem: trzymaj się z daleka. Chodzi o zabytkową parowozownię (lokomotywownię) na Załężu. Są tutaj dwie hale lokomotyw, wieża wodna, budynki gospodarcze oraz obrotnica. Jest też potłuczone szkło, które trzeba omijać, śmieci, wszelkie znaki ostrzegawcze i nastrój grozy. Obiekty popadają w ruinę i są systematycznie rozkradane. W środku już rozpoczął się demontaż możliwych do wyniesienia na sprzedaż elementów jak np. kaloryfery. Po tym, jak wycofano ostatnich ochroniarzy (jeden z nich miał być pobity) następuje sukcesywna degradacja miejsca. Potencjał turystyczny ma jednak ogromny. Powstało nawet stowarzyszenie, które chce uratować zabytkowe obiekty, jednak bez pomocy miasta grupa zapaleńców niewiele może. Smutne te widoki, przerażające ale i...piękne






Ostatnie miejsce na miły spacer. Centrum Katowic


Będąc w Katowicach nie można zapomnieć o kompleksie budynków Muzeum Śląskiego, znajdującym się na terenie dawnej Kopalni Węgla Kamiennego Katowice, które wraz z innymi powstałymi tutaj instytucjami tworzy Strefę Kultury – nowe centrum życia kulturalnego miasta. Kopalnia “Katowice” pracowała od trzeciego dziesięciolecia XIX wieku, aż do końca stulecia ubiegłego. Łącznie wydobyła około 120 mln ton węgla. Pozostały po niej charakterystyczne, zabytkowe budynki, spośród których duża część została zbudowana jeszcze w XIX wieku, a poszczególnym gmachom nadano kształty nawiązujące do budownictwa romańskiego i gotyckiego. To właśnie te tereny pokopalniane zagospodarowało na swoją nową siedzibę Muzeum Śląskie. Główną częścią kompleksu architektonicznego Muzeum Śląskiego stanowi ośmiokondygnacyjny budynek, w którym aż 4 poziomy znajdują się pod ziemią. Na kondygnacji P-2 zobaczymy Galerię sztuki polskiej od 1800 do 1945 roku, Galerię sztuki polskiej po 1945 roku, Galerię plastyki nieprofesjonalnej. Na kondygnacji P-4 prezentowane są moim zdaniem najciekawsze wystawy: Światło historii. Górny Śląsk na przestrzeni dziejów. A najbardziej efektowna jest sala lustrzana. Szkoda jedynie, że Muzeum Śląskie stało się ostatnio areną politycznych przepychanek...


Muzeum Śląskie

Sala Lustrzana

Kolekcja MŚ

Katowice - a jak - jest miastem małych ulicznych arcydzieł zwanych muralami. Wybrałem jeden z tych niesamowitych, iluzjonistycznych murali, a mowa o muralu "Sterowiec", który znajdziemy przy ul. 3 Maja.  Warto przyjrzeć się dokładnie, podejść i zobaczyć, że ściana na której przebija się sterowiec i płynie wodospad jest...całkowicie płaska. Sprawdziłem, WOW. 





Katowice. Miasto do którego mam szczególny sentyment. Miasto niedoceniane, wręcz marginalizowane. Ale - jak to często bywa - diabeł tkwi w szczegółach. I te szczegóły robią tę różnicę. Miasto węgla? Miasto różnorodności, bogatej oferty kulturalnej, gastronomicznej i rozrywkowej. Jako bonus kilka luźnych zdjęć stolicy województwa śląskiego.








TEKST I ZDJĘCIA: Marcin Bareła, Marzena Bareła

piątek, 6 listopada 2020

Częstochowa przemysłowa

Aleje NMP, w tle Jasna Góra

 Częstochowa to miasto, które łatwo wrzucić w jedną z tych znanych szufladek pod tytułem: miejsce kultu maryjnego, co dla miejsca niezwykle różnorodnego zarówno pod kątem turystycznym, kulturowym jak i przemysłowym jest wielce krzywdzące. Dwustutysięczna Częstochowa, przecięta Wartą ma znacznie więcej do zaoferowania ponad symbol kraju - Klasztor Jasnogórski, czy Aleje Najświętszej Maryi Panny. W niniejszym wpisie skupimy się na Częstochowie jako mieście o rodowodzie przemysłowym, ale nie tylko…


Zabudowania Elanex-u


Częstochowa chwali się 800 – letnią tradycją, choć proces formowania się przyszłego miasta przebiegał długimi etapami. Na początku była tutaj osada, której rozwojowi sprzyjało położenie na styku Małopolski i Wielkopolski, bo miasto historycznie należało właśnie do Małopolski, przez wieki będąc częścią województwa krakowskiego.  W 1357 roku Kazimierz III zwany Wielkim lokuje miasto, które już wtedy najprawdopodobniej miało swoją (prywatną) hutę żelaza.  Złoża rudy żelaza na Częstochowskim Obszarze Rudonośnym występują wzdłuż zachodniego stoku pasma Jury. Ciągną się one od Zawiercia aż po Wieluń. Nic dziwnego, że na przestrzeni wieków powstawały w tym regionie kuźnice, a wraz z rewolucją przemysłową i rozwojem kolei także większe zakłady, zatrudniające nawet po kilkaset osób. Równolegle, rozwijał się tutaj przemysł włókienniczy, co niegdyś stawiało Częstochowę niemal na równi z Łodzią…


Stare Miasto, ul. Mała. Niektóre z tych kamienic pamiętają czasy zaborów

Ul. Mokra. W tle widoczna Bazylika Archikatedralna

Filia...pieczywa?


Zalążkiem miasta jest tzw. Stara Częstochowa, ulokowana nad Wartą i wokół jej dopływu (Stradomka). Dogodna lokalizacja u zbiegu szlaków handlowych, stwarzała doskonałe warunki do wymiany towarowej, rozwoju rzemiosła oraz drobnej przedsiębiorczości. Paradoksalnie, wiek XIX, kiedy miasto było w części zaboru rosyjskiego, nastąpił okres dynamicznego rozwoju przemysłowego. Najpierw, w 1826 roku połączono Starą i Nową Częstochowę, poprzez wytyczenie Alei Najświętszej Maryi Panny (wtedy zwaną Alejami Ulicy Panny Maryi), jako głównej arterii miasta i łącznika Starego Miasta z Jasną Górą. Jednak głównym  silnikiem napędowym rozwoju przemysłowego było oddanie do użytku odcinka Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej, Częstochowa – Piotrków w 1846 roku. To wydarzenie dało podwaliny pod duże przedsiębiorstwa, jak Fabryka Zapałek w 1882; Fabryka Wyrobów Jutowych „Stradom” w 1883, liczne odlewnie żelaza, koniec końców - Huta Bernarda Hantke, dziś Huta Częstochowa w dzielnicy Raków, oddana do użytku w 1902 roku.




My jesteśmy jednak u ujścia Stradomki do Warty. Tutaj w roku 1889, z inicjatywy trzech francuskich przedsiębiorców, pomiędzy ul. Krakowską, Ogrodową i rzeką Stradomką, wybudowano Przędzalnię Wełny Czesankowej „Motte” - późniejszy „Elanex”. Zakłady składały się z sortowni, pralni wełny, przygotowalni i przędzalni właściwej. Projekt fabryki i powiązanego z nią osiedla, nawiązujący do staropolskiego układu folwarków, przygotował jeden z najwybitniejszych polskich architektów − Edward Lilpop. W okresie największej świetności, fabryka liczyła 57 tys. wrzecion i zatrudniała ponad 2500 osób. Zmiany ustrojowe i napływ tanich produktów z zagranicy, przyczynił się do powolnego rozkładu Elanexu, który ostatecznie zatrzymał produkcję 31 stycznia 2003 r. Pokaźny kompleks fabryczny przyciąga uwagę przepiękną zabudową, strzelistym kominem i ciekawą wieżą ciśnień. Kompleks zdobi również obiekt administracyjny (Willa Dyrektora) i Pałac Mottego, utrzymany w konwencji neogotyku, choć dziś troszkę zaniedbany. Obecnie jest to zwykła kamienica, w której mieszkają zwykli ludzie. Ale jaki kawał historii...


Pałac Mottego, ul. Krakowska

Jedna z wielu uroczych kamienic

I jeszcze


Elanex jest dziś w likwidacji, na sprzedaż. Konieczność włożenia gigantycznych pieniędzy w niszczejące budynki zniechęca niedoszłych kupców, choć miejsce potencjał ma ogromny. Jakkolwiek, część magazynów dostała drugie życie - została wynajęta przez drobnych przedsiębiorców, ale z kolei ci, zapytani przeze mnie o swoją przyszłość zgodnie przyznali, że miejsce czeka nieuchronny koniec i większość z nich szuka innego lokum. Przechadzając się po zabudowaniach pofabrycznych trudno nie poczuć ducha czasu. Jest klimatycznie, mrocznie momentami miałem wątpliwości, czy wyciągać aparat. Wokół ceglanych zabudowań krążą podejrzane typy, tu stoi jakiś rozklekotany gruchot a gdzie indziej dwóch osiedlowych przenosi coś, co idzie prawdopodobnie na złom. Brakuje jeszcze, żeby jakiś pitbul wyskoczył zza winkla...


Brama powitalna. Gdzieś w tych biurach urzęduje dziś jedynie syndyk 

Czasem miałem wątpliwości, czy wyciągać aparat...

Niewykorzystany potencjał

Czy ktoś uratuje budynki?

Czas się tutaj zatrzymał, jak ten zegar.

Obiekty Elanexu. Po prawej budynek administracji tzw. Willa Dyrektora

Całe Stare Miasto jest klimatyczne i pełne reliktów przeszłości. Idąc ulicami Małą czy Mokrą, można przypuszczać, że niektóre kamienice pamiętają czasy zaborów, a kocie łby na ulicy jak stały wtedy, tak stoją do dziś. Wiele obiektów jest remontowanych, ale coś co przynosi nową jakość, niestety często zabija wartość zabytkową  i urok.  Idąc ulicami Stawową dochodzimy do Ogrodowej, gdzie stoi budynek Fabryki Zapałek „Zapałczarni”. Kto nie pamięta słynnego czarnego kota z opakowania zapałek tutaj produkowanych? Będąc w środku, można poczuć jak czas dosłownie stanął w miejscu. Urządzenia są pełne zapałek gotowych do zapakowania i wysyłki w świat… Niestety, od 2010 roku zakład już nie produkuje, jednak wnętrza można zwiedzić w ramach Muzeum Produkcji Zapałek. Atrakcją jest jeden z najstarszych zachowanych w  Polsce filmów, przedstawiających początki zakładu. Dodatkowo, ulica Ogrodowa oferuje klimatyczne kamienice ceglane, pełne detali architektonicznych.



Jedna z ładniejszych kamienic

Tak "wita" częstochowska zapałczarnia

Ul. Ogrodowa


Reliktów przeszłości ciąg dalszy. Idąc Ogrodową w kierunku torów aż rzucają się w oczy gigantyczne ruiny po fabryce Polgal. Kiedyś produkowano tutaj igły, guziki i inne wyroby galanteryjne, ale od kilkunastu lat obiekt popada w ruinę, w czym przez lata pomagali złomiarze i amatorzy mocnych wrażeń. Czasem zbyt mocnych.  W 2016 roku, kilkunastoletnia dziewczyna spadła z dachu do szybu wentylacyjnego i zginęła.


Polgal

Zabezpieczenia i tak nie powstrzmują miłośników urbexu


Wspominałem już, że uruchomienie odcinka Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej  było jak tlen na ogień rozgrzewającego się pieca gospodarczego Częstochowy. Dziś jedyną pozostałością dawnych zabudowań dworcowych jest XIX - wieczna konduktorownia, w której mieści się Galeria Regionalnego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych.


Konduktorownia


A kawałeczek dalej, idąc ulicą Piłsudskiego w stronę Alei NMP mamy słynną Aleję Frytkową, która okres świetności przeżywała na przełomie ostatniego stulecia. Pamiętam dobrze, jako student nieistniejącej dziś Wyższej Szkoły Hotelarstwa i Turystyki ogromne kolejki przed licznymi budkami, oferującymi przede wszystkim frytki. Kiedyś frytki można było kupić za 50 groszy (!) za 100 gram, dziś nadal są tanie – 2 zł za 100 gram, ale klimat i smak nie jest już ten sam. Wiele budek nie przetrwało próby czasu (w tym najsłynniejsza chyba, Gucio), natomiast te które pozostały mogą wkrótce także zniknąć. Właściciel jednej z nich przyznał, że prowadzenie działalności w miejscu, gdzie tuż obok buduje się wielkie centrum przesiadkowe, przestaje się opłacać. Dodajmy pandemię oraz wysoki czynsz najmu...Ja oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie zamówił 300 gramowej porcji, którą z nutką nostalgii pochłonąłem, wspominając stare czasy.


Aleja Frytkowa - masa wspomnień

Kultowa buda "Gucio"



Na koniec, w ramach przeciwwagi przedstawiam kolejną odsłonę Częstochowy, jako miasta murali. Faktycznie, jest ich wokół centrum niemało, co umila pobyt (zwłaszcza) nieświadomemu turyście. Najsłynniejszym muralem jest ten mieszczący się tuż przy wejściu na Dworzec Główny PKP. "Strażnik Czasu" to wybitne dzieło częstochowianina Tomasza Sętowskiego, utrzymane w duchu realizmu magicznego. Kończąc ten post, jednocześnie otwieram nowy, w którym opowiem o Częstochowie kulturalnej. Tymczasem murale na zdjęciach:

Strażnik Czasu 1

Strażnik Czasu 2
Strażnik Czasu 3

Rust

Wieża Babel

Muzeum Wyobraźni

Oko Cyklopa

Oko Cyklopa

Tramwaj

Janosik

Tekst i zdjęcia: Marcin Bareła

poniedziałek, 2 listopada 2020

Wspomnienie: Międzyzdroje - Rewal, lipiec 2019

 Zapraszam na wspominkową fotorelację z wyprawy nad morze, niestety zdjęcia są kiepskiej jakości, stąd post ograniczam do minimum. Jeśli zdrowie i czas pozwolą, planuję szerszy rekonensans polskiego morza w terminie bliżej nieokreslonym...

Międzyzdroje nocą

Kościół św. Piotra Apostoła

Centrum

Aleja Gwiazd

Woliński Park Narodowy

WPN - Jezioro Turkusowe


Szlak na Kawczą Górę

Rewal (Trzęsacz) - Kościół na Klifie


Rewal to miasteczko i silnych tradycjach rybackich





Teskt i zdjęcia: Marcin Bareła