środa, 29 lipca 2026

Szlak Warowni Jurajskich luty-kwiecień-lipiec 2026

Kościół w kompleksie klasztornym w Mstowie

Kolejne wyzwanie pokonane! Szlak Warowni Jurajskich im. Andrzeja Stóżeckiego udało się pokonać w 5 etapach. Szlak, długości 152 km biegnie na odcinku Mstów-Rudawa. Szlak Warowni Jurajskich został utworzony oficjalnie w 1973, kiedy Andrzej Stróżecki, działacz PTTK z Zawiercia, połączył lokalne szlaki w jeden, długodystansowy szlak niebieski. Krótsze odcinki szlaku istniały już wcześniej, a część z nich wytyczona została jeszcze przez guru polskiej turystyki, czyli Kazimierza Sosnowskiego (Rudawa – Ojców, Zarzecze – Podzamcze). 

 ETAP I: MSTÓW-PRZEWODZISZOWICE, LUTY

Zaczynamy od Sanktuarium Wniebowzięcia NMP w ramach Klasztoru Kanoników Regularnych Laterańskich, którego historia sięga jeszcze wieku XII. Dziś co prawda z pierwotnie romańskiej świątyni zostały tylko fundamenty, jednak zabytek robi nadal ogromne wrażenie, a całe bogactwo kryje się w środku. Obowiązkowym punktem wizyty we wnętrzach jest boczny ołtarz Matki Boskiej Różańcowej, gdzie znajdziemy cudowny i słynący łaskami obrazek patronki ołtarza.

My tymczasem idziemy w kierunku Rynku Mstowa, gdzie znajdziemy m.in. jabłko. Nie jest to przypadek - wszak gmina Mstów ma największą powierzchnię sadów w województwie śląskim, jest ich ponad 200 hektarów i ciągle pojawiają są nowe. A w tych sadach rządzą głównie jabłonie, stąd od kilku lat organizowana jest w połowie września impreza promująca tutejsze sady i ich głównych bohaterów - Święto Jabłka – Owocowo w Mstowie. Tutejszy Rynek zachwyca również niezmienionym od średniowiecza układem urbanistycznym. Nie ma już może Ratusza a i chałupy już nie te, ale klimat dawnego, prężnie działającego ośrodka rzemieślników, wśród których prym wiedli garncarze. Dziś o dawnej świetności miasta przypominają także tablice informacyjne, rozsiane tu i ówdzie.

Idziemy z Mstowa w kierunku Turowa. Po drodze czeka pierwsza poważna wspinaczka na trasie - nieopodal użytku ekologicznego Golizna, potem jednak mamy spore wypłaszczenie aż do Turowa. Następnie trasa odbija w kierunku Zrębic. Po drodze mijamy miejsca, związane z miejscowym patronem, czyli świętym Idzim. Idzi miał się objawić miejscowej ludności na skale, w czasie zarazy gorączki. Nakazał modlitwę oraz picie wody z miejscowego źródełka. Wkrótce gorączka ustąpiła. Pamiątką wydarzeń sprzed kilku wieków jest cudowne źródełko w formie studni (niestety nie da się sprawdzić działania wody, bo zamknięte na kłódkę), oraz kapliczka Św. Idziego, budowana przez miejscowych duchownych. Oba obiekty leżą tuż przy szlaku. Następnie dochodzimy do Zrębic, gdzie mijamy jeden z niewielu na Wyżynie, w całości drewniany Kościół św. Idziego z cudownym obrazem patrona. 

Po Zrębicach na trasie długo towarzyszyć nam będą przyjemne lasy i pola, aczkolwiek troszkę asfaltem też trzeba iść. Tak jest m.in. od Pabianic aż do Siedlca (niedaleko jest słynna Pustynia Siedlecka). Potem znów zielono i przyjemnie pod nogami aż do Ostrężnika, skąd z kolei kolejne 7 km znów po asfalcie, aż do Przewodziszowic. Swoją drogą, zastanawiam się czy Andrzej Stróżecki, gdyby wiedział że niektóre trakty leśne w przyszłości zaleją asfaltem, nie zmieniłby w tych miejscach przebiegu szlaku. Pozostają tylko domysły. Do Przewodziszowic dochodzimy, osiągając w I etapie 35 kilometrów. Oto zdjęcia z tego etapu:

tu wszystko się kończy i zaczyna


gdzieś pod Turowem

Dawna poczekalnia dworcowa PKP w Turowie

Zrębice - Kościół św. Idziego

Zrębice - Kapliczka św. Idziego

Czatachowa - agroturystyka "Przystań Czatachowa"

W lesie ciągle ślady zimy
Przewodziszowice

ETAP II: PRZEWODZISZOWICE - ZAWIERCIE
 
 Drugi etap SWJ nazwałbym jednym z bardziej wymagających kondycyjnie. Od Przewodziszowic do Łutowca jest sporo podejść i zejść, ale najbardziej wymagająca jest zdecydowanie Wielka Góra w okolicach Mirowa. Dopiero po pokonaniu tego odcinka następuje stopniowe zejście, aż do Ogorzelnika, gdzie pojawia się asfalt. Bardzo fajny odcinek przebiega od Zdowa aż do Podlesic i Morska. W Zdowie mijamy m.in. źródło (niestety nie było wody)  spod Skały, okresowe wywierzysko. Pamiętam, że rok temu była woda. Dalej idziemy przyjemnym lasem aż do Podlesic, omijając (słusznie) Górę Zborów - tutaj zatem nie ma ostrej wspinaczki. W Podlesicach aż do Morska znów (świeży) asfalt, dopiero odbicie daje leśne wytchnienie, ale niebawem twarda nawierzchnia wróci i tak będzie już praktycznie do Zawiercia. Po drodze Pomrożyce, Blanowice z nowiuśkimi drogami rowerowymi i wchodzimy do Zawiercia. Mijanka między blokami i nie do końca przejrzyste oznaczenie może sprowadzić na manowce nieostrożnego piechura. Ale udaje się ostatecznie dojść do okolic dworca PKP i na tym kończymy ten odcinek. Najciekawszymi obiektami po drodze są: Strażnica w Przewodziszowicach, majestatyczne resztki murów na skale, należące onegdaj do zbója, Mikołaja Kornicza. Niestety, działalność Kornicza zwórciła na siebie uwagę i obiekt szybko popadł w ruinę,  choć trzeba przyznać że Kornicz miał honor - napadał tylko bogatych kupców. Inną, bardziej tajemniczą warownią jest strażnica w Łutowcu. Niewiele wiadomo o tych resztach murów na skale, które trudno tak naprawdę dostrzec. Nie zachowały się dokumenty czy plany, ale ponoć było tu więzienie a całe założenie miał zniszczyć pożar. Nigdy nie odbudowano choćby części tejże strażnicy. Kolejnym obiektem warownym jest Zamek Bąkowiec w Morsku. Po licznych przekształceniach i dobudówkach właścicieli, obiekt nie przypomina zbytnio oryginału, niemniej stanowi ciekawy punkt na trasie. Założenie można tylko obejść ścieżką dookoła. Jednym z ciekawszych miejsc będzie również miejsce pamięci w Blanowicach. Historyczna wieś, będącej obecnie jedną z peryferyjnych dzielnic Zawiercia, na końcu ulicy Wygon, znajduje się miejsce, w którym niegdyś grzebano ofiary epidemii. Dziś wznosi się tu współczesny i niczym nie wyróżniający się krzyż metalowy, znany jako "krzyż choleryczny na Gojach". Został on ustawiony zapewne na miejscu starszego, drewnianego obiektu. Zawiercie ma również swoje perełki: mijamy m.in.  Pałacyk Szymańskiego, wzniesiony w latach 1895-1910 dla dyrektora Towarzystwa Akcyjnego „Zawiercie”. Ta zabytkowa, neorenesansowa willa z czerwonej cegły z wieżą, otoczona parkiem, od lat 70. XX wieku jest dziś główną siedzibą Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej, ale przypomina o przemysłowym rodowodzie Zawiercia. Poniżej zdjęcia z trasy:


Przewodziszowice - Strażnica

Skałki Okapy w okolicach Podlesic

Blanowice


Okolice Łutowca

Strażnica w Łutowcu

Szlak w plątaninie blokowisk Zawiercia

Ośrodek Wypoczynkowy Morsko Plus


Skałki Podlesickie

Rozlatująca się chałupa koło Przewodziszowic

Okolice Wielkiej Góry w Mirowie

Zawiercia, przy dworcu PKP

Zawiercie, Pałacyk Szymańskiego

ETAP III: ZAWIERCIE-WOLBROM, KWIECIEŃ

Trzeci etap jest jednym z najbardziej zróżnicowanych tematycznie na trasie. Mamy tutaj skalne ostańce, zamki i strażnice, piękne mieszany lasy i pola, zabytki sztuki sakralnej, miasta i wioski, nawet szlak militarny obu wojen światowych. Ciekawie jest już właściwie w samym Zawierciu, gdzie trzeba uważać już niedaleko centrum miasta, na ul. Pszczelej, na pociąg towarowy, sunący od i do Huty Zawiercie. Fajny to widok rozproszonych ulic, małych domków i nagle pojawia się duży, trąbiący pociąg. Za Zawierciem jest tylko lepiej - w Józefowie mijamy bardzo bajkowych kompleks stawów, spiętrzonych na Potoku Ogrodzienieckim. Bardzo duży potencjał ma ten przepiękny i mało odkryty teren. Droga przez Ogrodzieniec, przy ruchliwej trasie, to mała frajda, ale niedługo czeka nas nagroda: widok na majestatyczne ruiny Zamku Ogrodzieniec oraz przyzamkowe Skalne Miasto - zespół niesamowitych ostańców, takich jak: Adept, Biały Filar czy Dziurawa. Tuż obok mamy pamiątki z II wojny: Schron bojowy typu Ringstadt 58C oraz dobrze zachowane okopy. Dalej teren trochę się uspokaja, droga do Smolenia przebiega dosyć spokojnie, chociaż po drodze - niedaleko Złożeńca - mijamy ciekawego ostańca, Brzuchacką Skałę. Dojazd do Smolenia znowu dostarcza niesamowitych wrażeń, począwszy od widoku na Zamek Pilcza, przez wyjątkowo różnorodny drzewostan, aż po przepiękne polany. Tutaj też zobaczymy dobrze zachowane okopy z 1914 roku, kiedy to w listopadzie i grudniu w okolicy Pilicy prowadzono intensywne działania wojenne. Walki w tym rejonie były następstwem wcześniejszych porażek armii austro-węgierskiej i rozpoczęcia rosyjskiej jesiennej ofensywy, której celem był Śląsk, zdobycie twierdzy Kraków i otwarcie drogi na Nizinę Węgierską.  Docieramy do Doliny Wodącej, objeżdżając Zegarowe Skały, słynną Jaskinię na Biśniku (ponoć wrota do piekeł). To tutaj odkryto krzemienne narzędzia przypisywane pitekantropowi (Homo Erectus), co czyni ją jednym z najstarszych miejsc bytowania człowieka na ziemiach polskich. Niedaleko jest także słynne Grodzisko Pańskie - dawny średniowieczny gród obronny ze współczesną, ale niesamowitą Drogą Krzyżową. 

Zanim trafiamy do Wolbromia, mijamy jeszcze miejscowość Dłużec i drewnianą perełkę - Kościół św. Mikołaja i Wawrzyńca. Świątynia pochodzi z 1780 r. Kościół o konstrukcji zrębowej, oszalowany częściowo pionowo i częściowo poziomo, w narożnikach na ścianie nawy ma ozdobne lizeny. Najcenniejszym elementem wyposażenia jest boczny ołtarz w formie tryptyku z posągiem Tronującej Najświętszej Marii Panny z 4. ćwierci XV w, z późnogotyckimi obrazami oraz gotyckimi posągami świętych. Naprzeciw kościoła wznosi się kopiec porośnięty drzewami, na którym stoi murowana ośmioboczna kapliczka pod wezwaniem św. Józefa, pochodząca z XVIII w. Nam udało się wejść do środka w obu przypadkach, ale gratka! W ten sposób dojeżdżamy powoli do Rynku Wolbromia. To stare miasto, lokowane jeszcze przez Władysława Łokietka w 1327 roku,  słynie z dawnych tradycji kowalskich, silnej społeczności żydowskiej przed 1942 rokiem oraz przemysłu gumowego i szewskiego. Ciekawostki obejmują podobno zatopiony skarb w kościele św. Katarzyny (z obrazem Matki Boskiej, uważanym za cudowny), drewniany kościółek z 1638 r. Ciekawe jest to, że jego założycielami byli bracia Wolfram i Hilary z Krakowa, a od imienia tego pierwszego najprawdopodobniej pochodzi nazwa miejscowości. Przez wieki Wolbrom był miastem królewskim, stanowiąc ważny ośrodek rzemieślniczy i handlowy, słynący z jarmarków. Dziś lata świetności widać w układzie Rynku, mamy również bardzo ciekawą zabudowę (co widać na zdjęciach). Foto z tego etapu:

 

Wolbrom, ul. Piłsudskiego

Wolbrom, budynek OSP

Lasy niedaleko Dłużca

Okolice Dłużca

Wnętrze Kościoła św. Mikołaja i Wawrzyńca

Kościół św. Mikołaja i Wawrzyńca - Dłużec

Wnętrze Kaplicy

Kaplica św. Józefa w Dłużcu

Niedaleko Smolenia


Dolina Wodąca - rozejście szlaków

Widok na Zamek Pilcza

Ryczów - studnia na Rynku

Brzuchacka Skała niedaleko Złożeńca

Ringstadt 58C - Podzamcze

Okopy z II wojny - Podzamcze

Skalne Miasto Podzamcza

Po prawej skała Adept

Podzamcze i Zamek Ogrodzieniec

"Krupówki" Podzamcza

W Józefowie takie piękności na podwórkach - jak w Zalipiu

Józefów, Kapliczka

Józefów, stawy na Potoku Ogrodzienieckim


Lodowo tuż za Zawierciem

            ETAP IV: WOLBROM-RUDAWA, LIPIEC

Ostatni etap mojego wyzwania to wędrówka przez otwarte i jasne przestrzenie jurajskich pól, zmieszane z lekko mrocznym pięknem mieszanych lasów. Zaczynamy od dworca PKP w Wolbromiu, skąd wspinamy się na Kamienną Górę i jest to krótkie, ale iście górskie podejście. Na górze czeka niespodzianka - szlak jakby urywa się w polach i trzeba przedzierać się przez gęste zarośla i zaufać intuicji. Ale nagrodą za wysiłek są wyjątkowo piękne widoki na północny-wschód. Następnie szlak biegnie w kierunku Imbramowic, gdzie w tamtejszym klasztorze rezydują Norbertanki. Tutaj też towarzyszy nam rzeka Dłubnia w ramach Dłubniańskiego Parku Krajobrazowego. Rzekę zasila kilka ciekawych wywierzysk krasowych, m.in. Źródło Hydrografów. Niestety, ta atrakcja jest na terenie prywatnym i nie ryzykowałem podejścia bliżej, chociaż ponoć właściciele nie robią problemu. Tylko najpierw trzeba ich...znaleźć. Kolejną ciekawostką jest Skała z Krzyżem - miejsce upamiętniające żołnierza armii austriackiej, Franciszka Wójcickiego, który zginął w tym miejscu po upadku ze skały w 1917 roku. Dalsza wędrówka wiedzie głównie jurajskimi polami, tutaj dosyć intensywnie zasiewanymi (obecność dobrych gleb gliniastych czy lessowych). Między Tarnawą a Skałą mamy krótki, ale wyjątkowo piękny fragment leśny z dominującym drzewostanem świerkowym, mini-wąwozem lessowym oraz pięknymi krajobrazami polnymi. Tak docieramy pod Skałę i tutaj trzeba pokonać fragment ruchliwej drogi bez pobocza. Następnie odbijamy w kierunku Grodziska, czyli w teren Ojcowskiego Parku Narodowego oraz Pustelni bł. Salomei. Ciekawostką tej perełki z bohaterem głównym - kościołem p.w. Wniebowzięcia NMP i bł. Salomei - jest granitowy obelisk na grzbiecie słonia, wzniesiony w 1686 r., a więc w trzy lata po zwycięstwie Jana III Sobieskiego pod Wiedniem. Posąg słonia jest wykonany z dużego bloku wapienia; z trąby niegdyś tryskała fontanna. Spod Pustelni idziemy serpentyną w dół, w kierunku Doliny Prądnika i naszym oczom ukazuje się wspaniały pejzaż skał i lasów. Docieramy po chwili do miejsca odpoczynku i noclegu - Młyna Katarzyńskich. Bo to agroturystyka z nadal czynnym młynem (kiedyś wodnym, dziś elektrycznym), z lat 30. minionego stulecia, a więc niemal stuletnim zabytkiem. Właściciel chętnie pokazuje działanie nieistniejącego już niestety koła wodnego, także gdzie odprowadzana jest młynówka (odnoga Prądnika na potrzeby dawnego mechanizmu), można także zajrzeć do środka i zobaczyć prawie stuletnie maszyny. Smutne w tym wszystkim jest to, co mówią właściciele: "Mielimy już tylko to, co przywiezie nam klient, nie mielimy mąki czy kaszy na sprzedaż. Rosnące koszty prądu powodują, że prawdopodobnie do końca roku zamkniemy działalność młyna". Pytam o możliwość przywrócenia koła wodnego, lecz mili gospodarze mówią, że opłata za korzystanie z wód (środowiskowa) byłaby jeszcze wyższa. W ten smutny sposób koło się zamyka (tutaj dosłownie) i na naszych oczach niestety umiera Polska, jaką długo widzieliśmy...Ciąg dalszy po zdjęciach z Młyna Katarzyńskich.

  

Dłubnia


Kamienna Góra za Wolbromiem i...urywa się szlak w zaroślach


Pola koło Tarnawy








Odpoczynek w Tarnawie





Krówki niedaleko Wielmoży

Wąwóz lessowy koło Leśniczówki Popowiec


Pustelnia bł. Salomei


Widok na Dolinę Prądnika

Młyn Katarzyńskich




Dawne żarna, używane w młynie


Spiętrzony kanał Prądnika - Młynówka


Miejsce z prawie 100-letnią historią

Po klimatycznym noclegu naprzeciwko zabytkowego młyna, ruszamy z rana na zdobycie Rudawy. Niestety, pogoda od rana nie współpracuje, stąd musimy co chwila przystawać, przeczekując deszcz. To będzie jeden z bardziej leśnych odcinków, wędrujemy bowiem m.in. przez Ojcowski Park Narodowy i Ojców, który zawsze zachwyca piękną architekturą, choć są wyjątki - jedna z Zawiszówek za chwilę się rozpadnie. W remoncie jest z kolei Willa Grzybowska, adaptowana na potrzeby przyszłego Domu Nietoperza. Po przejściu przez centrum Ojcowa docieramy do Bramy Krakowskiej, jednego z najbardziej ikonicznych miejsc OPN. Potem wspinaczka przez wąwóz Ciasne Skałki i docieramy powoli lasem do drogi krajowej nr 94, którą musimy przejść. Problem w tym, że w pobliżu brak przejścia dla pieszych, a ruch jest taki, że w pewnym momencie musimy...zablokować ruch i na chama przebić się na drugą stronę. I znów - jak to na Jurze - po wspinaczce czeka nas zejście w dół. Docieramy do Doliny Będkowskiej, która ma kilka perełek, m.in. najwyższy wodospad na Jurze - Szum (wysokość 5 metrów), wywierzyska czy najwyższy jurajski ostaniec - Sokolicę (70 metrów). Po odpoczynku na polu biwakowym Brandysówka, dokładnie u stóp Sokolicy, wędrujemy już do mety, jeszcze po drodze tylko Brzezinka i za chwilę Rudawa. Ten właśnie odcinek był na tyle koszmarny, że postanawiam wziąć autobus i przejechać, ze względu na bezpieczeństwo syna (brak pobocza na ruchliwej drodze). Wreszcie docieramy do dworca PKP w Rudawie i do niebieskiej kropeczki - KONIEC. Spoceni wpadamy na peron. Pociąg do Myszkowa właśnie podjeżdża. To był piękny czas...
 
Rudawa koniec szlaku


Sokolica

Brandysówka pod Sokolicą

Będkówka

Wodospad Szum



Źródła Będkówki

Brama Krakowska - Ojcowski Park Narodowy

Prądnik w OPN




Bazar Lwowski

Hotel pod Kazimierzem, centrum Ojcowa




 PISAŁ I WĘDROWAŁ: Marcin Bareła, z towarzystwie syna, Antoniego.