środa, 20 października 2021

Świętokrzyskie

Święty Krzyż


Wycieczka odbyła się w dniach 7 - 10 października. Bardzo lubię Świętokrzyskie. Województwo kompaktowe, pełne przyjaznych ludzi, żyznych gleb - a co za tym idzie kolorowych pól. Ciężko tutaj o niezagospodarowane areały ziem leżące odłogiem, dlatego lepkie, brunatne gleby są skrzętnie i chętnie uprawiane, często w postaci dużych gospodarstw warzywniczo – sadowniczych, lub rozproszonych upraw, wśród których nierzadko spotyka się winorośl. Istotnie, warunki naturalne – żyzne ziemie i ogrom dni słonecznych w roku - sprzyjają dobrym zbiorom i dają ten niepowtarzalny smak i aromat owocom i warzywom. Sami się o tym przekonaliśmy, jedząc jabłka z lokalnego sadu (jabłka zostały zebrane z przydrożnego rowu). Nie dało się zabrać wszystkiego, więc aż żal było zostawić za sobą setki kilogramów niechcianych jabłek, które powoli rozkładały się przy małej dróżce, więc wzięliśmy ile się dało. I w sumie korzystamy do dziś. Trzeba dodać, że najlepsze gleby – I oraz II klasy są w południowo-wschodniej części województwa (m.in. okolice Opatowa czy Sandomierza), choć są to często gleby kwaśne, wymagające wapniowania.



Żyzne gleby dają dobre plony


Byliśmy jakiś czas temu we wschodniej części województwa: Kielcach, Chęcinach czy Jędrzejowie (wpis o Kielcach tutaj: Kielce). Teraz pora zwiedzić rubież zachodnią. Naszą wyprawę zaczynamy od spaceru z Nowej Słupi u podnóża Gór Świętokrzyskich szlakiem na Łysą Górę. Szlak jest stosunkowo łatwy i na miejsce dociera się w dwie godziny, nawet uwzględniając kaprysy małych dzieci. Po drodze mijamy stacje Drogi Krzyżowej, aż docieramy do Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego oraz Klasztoru Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Przepiękny obiekt, pierwotnie datowany na wiek XI, jest budowlą sakralną, ale mógłby być spokojnie zamkiem, przez wyjątkowe położenie u podnóża Łysej Góry. To położenie pozwala podziwiać zabytek z odległych miejscowości województwa świętokrzyskiego. Opactwo benedyktyńskie miał założyć jeszcze w 1006 roku sam Bolesław Chrobry. Dlaczego Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Św? Otóż historia opiera się na Emeryku – jedynym synu króla Węgier, Stefana I, który poślubiwszy córkę króla Polski, Mieszka I, wybrał się w tutejsze tereny na polowanie. Polując na jelenie z królem Mieszkiem w okolicy Kielc miał widzenie anielskie, na skutek którego osobiście udał się na Łysą Górę i klasztorowi tudzież braciom Św. Benedykta ofiarował Relikwie Świętego Krzyża, które nosił. Dziś relikwie można podziwiać w Kaplicy Oleśnickich, które są tutaj zdeponowane od 1723 roku. Świątynia cierpiała często - była wielokrotnie łupiona, m.in. przez Szwedów podczas Potopu, ale i służyła choćby jako więzienie w czasie zaborów oraz podczas II wojny. Zawsze jednak była ważnym centrum pielgrzymkowym, miejscem kultu i pocieszenia, ale też ostoją dla licznych oddziałów partyzanckich, które działały w okolicznych lasach. Dziś, po licznych zniszczeniach i odbudowach obiekt jest w trakcie końcowej renowacji i stanowi jeden z najważniejszych miejsc kultu religijnego w Polsce.


Szlak na Łysą Górę

Sanktuarium 

Fasada frontowa



Po krótkim obejściu świątyni, wędrujemy kawałek dalej do niezwykłego punktu widokowego na Łysej Górze, które funduje fantastyczne widoku na północną część przedgórza i okoliczne miejscowości. Za wejście na specjalną platformę obowiązuje dodatkowa opłata, ale warto dla bajecznych widoków, można stąd także zobaczyć również gołoborza – czyli obszary bezleśne (gołe od boru) znajdujące się na stokach pasm górskich. Gołoborza zbudowane są z bloków kambryjskiego piaskowca kwarcytowego powstałych ponad 500 mln lat temu. W jaki sposób powstały kawałki skał? Po prostu woda uwięziona w szczelinach skalnych po zamarznięciu zwiększała swoją objętość powodując rozsadzanie skały. Gołoborza stopniowo, ale sukcesywnie zarastają, więc jest to obowiązkowa pozycja dla miłośników gór i geologii.


Widok z platformy na okoliczne miejscowości

Gołoborze



Bazą wypadową naszego wyjazdu jest miejscowość Wólka Bałtowska, gdzie znajduje się Agroturystyka Pod Modrzewiem. Bardzo blisko stąd do Bałtowa, które słynie z ogromnego Parku Rozrywki (z którego ostatecznie nie skorzystaliśmy) i przyjemnej lokalizacji wokół rzeki Kamienna. W samym Bałtowie warto wstąpić do przytulnej i dosyć ekskluzywnej restauracji „Bałtowski Zapiecek”, która podaje danie lokalne (Żur po Bałtowsku), ale i dania mięsne z dziczyzny (Medaliony z jelenia). Jest smacznie, ale trzeba przygotować się na spory wydatek. Ogromnym atutem restauracji jest wyjątkowa sala zabaw, z suchym basenem i torem przeszkód, za które nie ma dodatkowych opłat. W miejscowości mamy też ładny Kościół Matki Boskiej Bolesnej, a miłośnikom turystyki aktywnej polecamy liczne przystanie kajakowe.


Bałtowski Zapiecek



Drugiego dnia pobytu naszym celem jest miejscowość Sudół i Muzeum Archeologiczne – Rezerwat Krzemionki, zwane też Krzemionkami Opatowskimi. Kopalnie krzemienia pasiastego, eksploatowane w latach ok. 3900–1600 p.n.e., są jednymi z najważniejszych w Europie. Zostały odkryte w 1922 przez geologa Jana Samsonowicza. W obiekcie występują cztery rodzaje kopalń: jamowe, niszowe, filarowo-komorowe oraz komorowe. Zlokalizowano przeszło 2700 szybów połączonych siecią rozchodzących się promieniście chodników. Przeciętna głębokość szybu wynosi 5–6 m, maksymalna 9 m. Maksymalna średnica 4–5 m. Podziemia są udostępnione do zwiedzania na trasie turystycznej o długości 465 m. Zwiedzanie trwa niecałe 2 godziny, ale czas mija szybko, ponieważ sporą część trasy pokonuje się na powierzchni, idąc rezerwatem „Krzemionki”, zanim znajdziemy się pod ziemią. Przewodnik przekazuje cenną wiedzę i warto celować w małe, kameralne grupy, co pozwala bardziej skupić się na przekazywanych informacjach. My takowe szczęście mieliśmy.









Miastem, które zrobiło na nas bardzo pozytywne wrażenie jest Opatów. Byliśmy w przepięknej, majestatycznej Kolegiacie Św. Marcina, która jest perełką architektury romańskiej. Surowa z zewnątrz, urzeka przebogatym wnętrzem, gdzie wyróżniają się polichromie. Uwagę przykuwa gotycka polichromia z XV wieku w dawnym kapitularzu przy południowo-zachodnim rogu kościoła, oraz zaskoczenie: przedstawienia na ścianach prezbiterium i transeptu bitew z udziałem wojsk polskich: walka na Psim Polu (1109), Bitwa pod Grunwaldem (1410) i Odsiecz Wiedeńska (1683). Obrazy wojenne w kościele to rzecz nader rzadka. Jednak największym arcydziełem kościoła jest renesansowy nagrobek rodziny Szydłowieckich. Wykonana w brązie płaskorzeźba, tzw. „Lament opatowski”, zamieszczona w mauzoleum przedstawia kilkadziesiąt postaci opłakujących śmierć kanclerza Krzysztofa Szydłowieckiego, właściciela Opatowa. Najstarszym zachowanym elementem wyposażenia jest krucyfiks gotycki z XIV wieku. Z zewnątrz warto zwrócić uwagę na biforia, czyli podwójne romańskie okienka. Wschodnią i południową ścianę prezbiterium wieńczą ślady symbolicznego ostrzenia szabel i grotów szlachty ziemi sandomierskiej, która gromadziła się tłumnie na sejmikach województwa sandomierskiego.




Krucyfiks z XIV wieku




Jeden z piękniejszych kościołów, jakie widziałem

Ślady po szablach...



W małym Opatowie polecamy odwiedzić Podziemną Trasę Turystyczną. Jest łatwa do przejścia, niemęcząca i oprowadzana przez przesympatyczną panią przewodnik. Nawet dzieciaki się nie znudzą, bo jedną z atrakcji są puzzle historyczne w formie ruchomych kwadratów. W Opatowie także można zjeść doskonałą kremówkę, konkretnie w Cukierni „U Szarego”. Długa kolejka przed obiektem świadczy o jakości wyrobów, ale warto odstać swoje, bo desery są wykwintne, nieprzesłodzone. Nieprzypadkowo miejsce wygrywa plebiscyty na najlepszą cukiernię powiatową. Na koniec coś dla dzieci – w Opatowie mamy jeden z najfajniejszych placów zabaw, z mini-tyrolką i wszelkiej maści zjeżdżalniami. Mali wędrownicy nie powinni się nudzić. Opatów będziemy wspominać bardzo dobrze.




Ruchome elementy - puzzle, pomysł genialny


Byliśmy też w miejscowości Ćmielów, gdzie znajduje się Żywe Muzeum Porcelany (od 2005r). Ale tak naprawdę to wciąż działający zakład i to tutaj powstają porcelanowe cudeńka. Część produkcji to rzeczy użytkowe takie jak serwisy do kawy ale znajdziemy tu też wiele porcelanowych postaci ludzi i zwierząt. Dla dorosłych i dla dzieci jest możliwość poznania tajników wyrobu porcelany. Od powstawania formy przez suszenie odlewu, czyszczenie, wypalanie, szkliwienie, malowanie i oczywiście wielokrotne wypalanie. Okazuje się, że powstawanie filiżanki do kawy może być wyjątkowo fascynujące. A jeszcze mamy tu europejskie naj… Największy w Europie piec do wypalania ceramiki. Obecnie już nieczynny, ale zachowany w świetnym stanie, do którego może wejść nawet i 20 osób. Na koniec wzorcownia i sklep gdzie można kupić na pamiątkę jeden z misternych wyrobów z ćmielowskiej fabryki oczywiście z certyfikatem pochodzenia. My, z powodu braku czasu nie skorzystaliśmy z warsztatów, ale chcemy to nadrobić w niedalekiej przyszłości. Póki co, odwiedziliśmy sklepik z porcelaną, zobaczyliśmy wystawę „Piękne Małpy Europy” – czyli trochę tragikomiczne i odważne trzeba przyznać przedstawienie współczesnego człowieka. Jeżeli jesteście zainteresowani jedną z głów małpy – można ją zakupić po uprzedniej negocjacji z właścicielem…


Porcelanowa ławeczka

Takie cudeńka robi się w Ćmielowie

Właściciel jest zapewne kociarzem

Małpy świata


Na koniec dwa wypady: Winiarnia Knapów w miejscowości Krzczonowice. Na miejscu można skosztować (oczywiście za opłatą) szerokiej palety miejscowych win, a także tłoczonego tutaj soku winogronowego. Ceny nie są najniższe (3 litry soku kosztują 50 zł), ale wybór mamy spory. Mam jakiś nieopisany niedosyt po tej wizycie. Chyba właścicielka była już lekko zmęczona wcześniejszymi grupami, bo wyczuwało się lekkie napięcie, jeszcze dzieciaki rozgrzebały pięknie ułożone kamyczki wokół wejścia oraz męczyły przemiłego kociaka, aż ten uciekł w winorośl. Kamyczki musieliśmy z żoną wygrzebywać z trawy. A może to fakt, że sam z wina nie skorzystałem tylko żona. A może wszystko razem…Niemniej jednak, polecam nawet z czystej ciekawości.







Ostatnim akcentem wycieczki jest powrót do punktu wyjścia: Nowa Słupia. Najpierw przepyszne, niesamowite lody z komunistycznej niemieckiej maszyny. Lody włoskie i niewłoskie, bo na pewno o nietypowej konsystencji. Lodziarnia „Tradycja” – ul. Świętokrzyska 3. Tu warto się zatrzymać i przenieść w czasie, kiedy lody truskawkowe ze śmietaną smakowały jakby się jadło truskawki ze śmietaną. Co by nie gadać - takich z automatu nie jedliśmy dawno. Po lodach jak dawniej wyruszamy na naszą ostatnią w tej wycieczce wędrówkę. Idziemy czarnym szlakiem na szczyt Chełmowa Góra. Trasa jest bardzo łatwa i przyjemna, wszak to część Świętokrzyskiego Parku Narodowego. To tutaj w 1920 roku utworzono pierwszy rezerwat, który stał się zaczątkiem Parku. Ciekawostką rezerwatu są naturalne stanowiska modrzewia polskiego. Niektóre rosnące tu modrzewie mają ponad 300 lat.







Cieszymy się znajdującym się coraz niżej słońcem i powoli ruszamy do naszej Cytrynki, czym powoli kończymy kolejny fantastyczny urlop. Świętokrzyskie uwielbiam i zawsze chętnie wracam. Kolejnym celem jest wizyta w Sandomierzu, gdzie już byliśmy, ale o kiepskiej pogodzie. Do następnego!




Tekst: Marcin Bareła, zdjęcia: Marcin, Marzena Bareła

czwartek, 16 września 2021

Fotorelacja: Kalisz

 Kalisz na kilkunastu zdjęciach, krótki pobyt w mieście miał miejsce 3 września:

ul. Zamkowa

Ratusz

Kościół św. Stanisława 

i jego wnętrze

ambona w kształcie łodzi św. Piotra

Ul. Chodyńskiego

Narodowe Sanktuarium św. Józefa

I jego wnętrze

jeszcze raz Zamkowa


zdjęcia: Marcin Bareła

wtorek, 14 września 2021

Szlak Rowerowy Orlich Gniazd

Mój przyjaciel - Merida Crossway, którym przejechałem trasę


Witam w kolejnym wpisie. Jestem rowerzystą - amatorem, uwielbiam zaszywać się w czeluści miast, miasteczek, dać się wchłonąć w bezmiar lasu i przestrzeń łąk. Postanowiłem zatem przejechać Szlak Rowerowy Orlich Gniazd (Częstochowa-Kraków, 190km), który łączy powyższe. Przejazd podzieliłem na 4 etapy: 

Takie cuda na szlaku


ETAP I: CZĘSTOCHOWA-ŻARKI.
Wyjazd z Częstochowy i przejazd ul. Mirowską jest jednym z bardziej monotonnych doznań, ale jest to preludium do palety wrażeń, które trasa dostarcza. Bo już niebawem wjeżdżamy w las - szlak ociera się o rezerwat Zielona Góra, ale na tym etapie jest stosunkowo łatwy, prowadząc przez dobry, zbity trakt. Gęsty las daje cień, dlatego jazda w ciepły słoneczny dzień jest przyjemnością. Docieramy tędy do miejscowości Kusięta, gdzie jedziemy dosyć nudnym odcinkiem ruchliwą drogą, aż dojeżdżamy do Olsztyna. I tutaj zaczyna się nieco trudniejszy, czasem lekko piaszczysty odcinek, chociaż dopiero za kilka kilometrów, po przejechaniu Zrębic i skręcie w las pod Pustynią Siedlecką, zaczyna się najtrudniejszy odcinek aż do Złotego Potoku. Trzeba tutaj uważać i wręcz hamować, bo przy wystających dużych kamieniach łatwo o upadek. Szlak pieszy i rowerowy łączą się na kilka kilometrów. Mijamy Pałac Raczyńskich w Złotym Potoku i jedziemy w kierunku Żarek. I tutaj niemiła niespodzianka na krzyżówce w kierunku Hotelu Kmicic, gdzie dotąd dobre oznaczenie (czerwony prostokąt na białej tabliczce) nagle urywa się. Nie wiadomo, czy trzymać się drogi wojewódzkiej 793, czy pojechać górą, w kierunku błoni i Kmicica. I ta druga opcja okazuje się trafna, bo szlak idzie górą w kierunku stawu Sen Nocy Letniej i Jaskini Niedźwiedziej. Tutaj też poszczędzono na tabliczkach, ale na intuicję okazuje się, że szlak przecina DW 793 i biegnie drugą stroną w kierunku Pstrągarni Raczyńskich, by ostatecznie po raz kolejny przeciąć ruchliwą trasę na wysokości parkingu i zespołu skalnego Diabelskie Mosty. Tutaj droga jest przyjemna, dosyć łatwa a oznakowanie wraca do pożądanego. Docieramy do Ostrężnika i jedziemy ekskluzywnymi leśnymi ścieżkami asfaltowymi, przez malowniczą Czatachowę aż do Żarek. Tutaj, zwłaszcza po przejechaniu Czatachowy droga jest pagórkowata więc wymagająca, ale finalny zjazd w kierunku Leśniowa wszystko wynagradza. Mijamy przepiękne Sanktuarium Matki Boskiej Leśniowskiej i jedziemy przez Żarki, klimatyczne miasteczko z zabytkowymi stodołami, ciekawym Muzeum Dawnych Rzemiosł i największym targowiskiem pod chmurką w północnej jurze. Etap pierwszy dobiega końca.

Częstochowa - tu zaczynam

Zamek Olsztyn

Klonowa Droga pod Złotym Potokiem

Słynna Olsztyńska Szopka

W złotopotockim lesie

Na odcinku Ostężnik-Czatachowa

Żarki-zabytkowe stodoły

Gdzieś na szlaku


ETAP II: ŻARKI-PODZAMCZE
Odcinek między Żarkami a Podlesicami to frajda, gdyż trasa prowadzi praktycznie w 100% asfaltem, polami i lasami, w towarzystwie znanych Zamków Mirów i Bobolice. Dopiero za Podlesicami zjeżdżamy w las w kierunku Morska, a podjazd do Zamku Morsko należy do bardzo trudnych (kamienie, stromo). Ale niebawem czeka nas nagroda: od Morska aż do Kromołowa jedziemy położonym całkiem niedawno asfaltem, lasami i polami, z pocztówkowymi widokami na Dolinę Warty. Przyznam szczerze, że jestem pod wrażeniem inwestycji rowerowych (i nie tylko), poczynionych ostatnio w powiecie zawierciańskim, a wypite na miejscu piwo dopełniło skali wrażeń. Dalsza trasa z Kromołowa w kierunku Podzamcza wiedzie polnym, lecz przyjemnym traktem wśród pól rzepaku. Iście malarskie połączenie: żółć kwiatów i błękit nieba. A oto za chwilę na horyzoncie pojawia się ten majestatyczny, największy na Jurze Zamek Ogrodzieniec. Dojeżdżamy, przewijamy się przez gęsty tłum lokalnych "Krupówek" i pijemy kawę w jednym z licznych punktów. Etap II za nami.

Żarki-ścieżka do Mirowa

Zamek Mirów murem podzielony

Zamek Bobolice

Tak wygląda droga z Morska do Kromołowa. Wow

Okolice Zdowa - rzeka Białka

Sanktuarium Matki Boskiej w Skarżycach

Okolice Podzamcza

Widok na Zamek Ogrodzieniec


ETAP III: PODZAMCZE-OLKUSZ.
Zdecydowanie (dla mnie) najtrudniejszy etap. Już od Podzamcza w kierunku Smolenia trasa jest mega wymagająca - ostre zjazdy i trudne podjazdy. Trochę lasu, więcej asfaltu. Już po kilkunastu kilometrach mam dość, a w Złożeńcu muszę zejść z roweru. Wydawałoby się, że osiągając wreszcie Zamek Pilcza w Smoleniu może być już tylko lepiej. Nic bardziej mylnego! Od Smolenia właściwie do Bydlina mamy trasę rzekł bym ekstremalną, nieprzystosowaną do szosowych rowerów, jak Merida Crossway, którym dysponuję. Myślę, że ten etap byłby odpowiedni dla zawodowców z MTB, ale zdecydowanie nie jest dla laików jak ja. Tak więc odcinek ten pokonuję...pieszo, bo wiem że na gęstym piachu, kamieniach jak melon i stromiznach nie mam szans. Jestem wreszcie w Bydlinie i oddycham z ulgą...Na zaledwie kilka kilometrów. Jeśli jeszcze między Bydlinem a Jaroszowcem jest dość znośnie, tak między Jaroszowcem a Rabsztynem rozpoczyna się największe nieporozumienie na całym szlaku. Otóż pięciokilometrowy odcinek prowadzi...gęstym piachem i nie ma szans jakiejkolwiek jazdy jakimkolwiek rowerem. Jestem zdumiony, że tędy szlak rowerowy w ogóle wytyczono i że do tej pory odcinek ten nie został zmodyfikowany. Pora to zmienić, bo można na dobre zniechęcić się do dalszej jazdy! Kiedy osiągamy Rabsztyn jest już nam wszystko jedno i całe szczęście, że do Olkusza pozostaje już tylko 5 km. Warto po drodze podejść do odrestaurowanego Zamku Rabsztyn, na co mnie nie wystarczyło czasu. Wcześniej jednak zobaczyłem okolicę Zamku w Bydlinie i zostałem niemal porażony inwestycjami wokół ruin. Wytyczono nowe ścieżki, postawiono tablice informacyjne, jest nowe oświetlenie. Robi wrażenie. Najtrudniejszy etap szlaku zostaje pokonany, uff... 

Smoleń

Rezerwat Pilcza w Smoleniu

Piachy za Smoleniem. To i tak nic przy tym, co było pod Rabsztynem

Niedaleko Krzywopłotów

Wokół Zamku Bydlin

Witraże w Sanktuarium NMP Wspomożenia Wiernych w Jaroszowcu

Zamek w Rabsztynie

Olkusz - Kościół św. Andrzeja Apostoła

Olkusz - "srebrne miasto"


ETAP IV: OLKUSZ-KRAKÓW
Ostatni etap jest chyba najbardziej malownicznym i najprzyjemniejszym, bo dosyć płaski i w większości prowadzi asfaltem. Aczkolwiek początek tego nie zapowiada. Ktokolwiek, komu udało się bezproblemowo wyjechać z Olkusza mogę tylko pogratulować i postawić piwo. Mnie się nie udało i musiałem poprosić miejscowego o pomoc. "Panie, musi się pan wrócić, jechać między domami tutaj aż wyjedzie pan do wioski Osiek. Tabliczkę pan minął, jest o tutaj"- tłumaczy mi miły Pan, któremu niniejszym dziękuję. Wszystko się zgadza, tyle że tabliczka ginie w ścianie gałęzi i kompletnie jej nie widać. W ogóle trzeba by pomyśleć nad modyfikacją odcinka przez Olkusz, gdyż jazda między blokami, w podmiejskim lasku pachnącym ukraińskim tytoniem, pomiędzy tłuczonym szkłem i w towarzystwie wczorajszych typów to wątpliwa przyjemność. Szczerze? Po prostu lepiej ominąć Olkusz, który jest ogólnie bardzo ładnym miastem, przynajmniej jeżeli chodzi o centrum. Skoro już jakoś wyjechaliśmy z miasta, jedziemy polami za wioską Zimnodół. Trakt bardzo kamienisty ale gorycz kamieni osładzają ciekawostki, jak ambonki polno-leśne, do jednej z nich wchodzę i robię pamiątkowe zdjęcia. Fajne widoki są stąd m.in. na Zamek Rabsztyn. Jeszcze trochę wysiłku i wjeżdżamy na asfalt, który będzie nam towarzyszył aż pod Kraków. Jedziemy sielską dróżką w Racławicach, mijając piękną formację skał Powroźnikowa Skała, dalej do Paczółtowic z cudownym Sanktuarium, i dalej w kierunku Krzeszowic, które lubię jako miasto. Mijamy ciekawy Kościół św. Marcina i jedziemy w kierunku miejscowości Rudno, słynącej z Zamku Tenczyn. Cały czas asfaltem. W Rudnie właśnie następuje spotkanie wszelkiej maści szlaków, ale ja konsekwentnie trzymam się czerwonego roweru i odbijam na Kraków. Pozostaje około 30 km. Jadę lasem, łagodną trasą, urozmaiconą szumem aut z biegnącej równolegle autostrady A4. Dojazd do wiosek Brzoskwinia i Zabierzów nie przysparza większych problemów, aczkolwiek rozpoczyna się duży kryzys, a do głowy coraz częściej przychodzą pytania: długo jeszcze? Dodatkowo, pod Zabierzowem błądzę w lesie przez źle oznakowaną trasę. Ale jeszcze kilka podjazdów, coraz bliżej słychać samoloty z Lotniska Balice aż wreszcie...JEST! Tabliczka z napisem Kraków. Udało się. Dojeżdżam do centrum, by tam godnie nacieszyć się  faktem zdobycia szlaku i ku temu wydarzeniu po kryjomu wypijam prossecco, choć wszędzie straż miejska (ciii). Jestem bardzo zmęczony i szczęśliwy. Przejechałem. Natychmiast, bo nie byłbym sobą, klarują się kolejne plany: trasa wokół Jeziora Czorsztyńskiego, Trasa Kolei Żelaznej, kiedyś kto wie - może Green Velo. Tymczasem szczerze polecam Szlak Rowerowy Orlich Gniazd, mimo pewnych niedoskonałości. Możecie spradzić swoje siły, te fizyczne i mentalne, poznać wiele ciekawych miejsc i ludzi (pozdrawiam parę spod Krakowa), oderwać się od codzienności. Ale przede wszystkim, już przez sam fakt bycia na szlaku, sami promujecie nasz kraj i jego piękno...

Kamienista droga pod Zimnodołem

Nie grzeszy jakością ale nadrabia widokami

Paczółtowice - Powroźnikowa Skała

Krzeszowice - Kościół św. Marcina

Okolice Zabierzowa

Tu już przedmieścia Krakowa, który widać w tle

Jedziemy nieopodal Lotniska Balice

Centrum Krakowa

Kościół Mariacki

Przejechał, zrobił zdjęcia i napisał: Marcin Bareła