piątek, 20 stycznia 2017

Noworocznie: Góra Świętej Anny, 15 stycznia


Wracamy, po nieco dłuższej przerwie do aktywnego wypoczynku. Obowiązki z kategorii wszelakich nie pozwoliły nam rozkoszować się podróżami w ostatnich miesiącach, natomiast Nowy Rok postanowiliśmy powitać z przytupem, czego namiastką jest jednodniowa wizyta w miasteczku Góra Świętej Anny, położonym w Parku Krajobrazowym Góra Świętej Anny. Dlaczego z przytupem? Otóż między 7 a 14 lutego będziemy podziwiać północne Włochy i tej podróży już nie możemy się doczekać...

Wróćmy jednak do - jak zawsze przepięknej - Polski. Ponieważ córeczka Gosia nie przepada za dłuższym siedzeniem w foteliku, wybraliśmy się do miejsca niezbyt odległego, gdzie dojeżdża się z Żarek w półtorej godziny. Nazwa Góra Św. Anny odnosi się zarówno do wzniesienia jak i miejscowości na nim położonej. Jej wysokość to 404m n.p.m. (inne dane mówią o: 401m, 408m) i jest to najwyższe wzniesienie Wyżyny Śląskiej, zwane kiedyś Górą Chełmską. Położenie na wzniesieniu powoduje powalające widoki - przy dobrej widoczności można dostrzec choćby Sudety Wschodnie.

Dostęp do Góry Św. Anny zapewnia autostrada A4 (płatna), chociaż w sąsiedztwie nie ma zjazdu. Położona jest niedaleko miasta Strzelce Opolskie. Można także podjechać z krajowej 40, ale przy zjeździe docelowym trzeba uważać, by się nie pogubić, a włodarze gmin nie byli specjalnie hojni, ustawiając na rozjazdach tablice. Chociaż sama miejscowość Góra Św. Anny nie jest szczególnie urodziwa, to posiada niewielkie centrum i kilka nietuzinkowych atrakcji.

Jest przede wszystkim ważnym centrum pielgrzymkowym za sprawą Bazyliki św. Anny, sanktuarium i klasztoru franciszkańskiego. Znajduje się tutaj figurka św. Anny Samotrzeciej z XV wieku i jej relikwie. Bazylika położona jest na wierzchołku Góry Św. Anny. Wokół niego rozsiane są liczne kapliczki kalwaryjne, ołtarz skalny wykonany na wzór groty z Lourdes. Obiekty pochodzą w większości z XVIII wieku, fragmenty nawet z XV wieku. W 1983 roku kalwarię odwiedził papież Jan Paweł II, jego pomnik znajduje się w centrum wioski.


Inną atrakcją jest przyroda. Panoramy, łąki, pola, fragmenty lasów, a przede wszystkim rezerwat geologiczny w kamieniołomie nefelinitów i wapienia (część Parku Krajobrazowego Góra Świętej Anny, obszar Natura 2000). Jest to jedno z ważniejszych tego typu miejsc w Polsce. Co ciekawe, kiedyś był tutaj wulkan.

Niedaleko od centrum wioski, w zalesionym terenie, znajduje się monumentalny Pomnik Czynu Powstańczego z 1955 roku, powstały na miejscu mauzoleum ku czci poległych Niemców podczas III Powstania Śląskiego (1921r.). Założenie było takie, aby uwzględniał historię walk o polskość Śląska, od czasów piastowskich - po II Wojnę Światową. Tuż pod pomnikiem położony jest amfiteatr w byłym kamieniołomie wapienia na około 50 000 osób. Widownię otaczają skalne ściany dochodzące do 30 metrów wysokości, co daje fantastyczny klimat i chciałbym zobaczyć niejedną sztukę w takiej scenerii.

Góra Św. Anny to idealne miejsce na krótką wycieczkę, w centrum miejscowości można coś zjeść, chociaż polecamy jadłodajnię w Domu Pielgrzyma tuż przy Bazylice, gdzie sporą porcję klasycznego zestawu zupa plus drugie dostaniemy za około 15-20 złotych, co jest ceną bardzo rozsądną, zwłaszcza że jest smacznie. Mimo napiętego planu, udało nam się przejść całą ścieżkę kalwaryjską, z usianymi jak grzyby na wrzesień kapliczkami, trasę można pokonać przy dobrym tempie w godzinę. Warto przyjechać, nawet na krótką wycieczkę.






Tekst i zdjęcia: Marcin, Marzena Bareła


wtorek, 4 października 2016

Magurski Park Narodowy, epizod I, 24-25 września 2016.


To jedyny z parków górskich południowej Polski, do którego jak dotąd nie udało nam się dotrzeć, ale zmieniło się to wraz z ostatnim weekendem września. Sam park nie był głównym celem naszej podróży, ale dwa dni wystarczyło, by zanurzyć się choćby na chwilę w wiejskiej i sielskiej otchłani łemkowskiej krainy, znanej z licznych cerkwi, licznie wypasanych krów i ludzi żyjących powoli, własnym rytmem. Park Magurski jest najbardziej zalesionym obszarem chronionym w Polsce, dlatego jeśli zapragniemy odpocząć od zgiełku ulicy na pewno jest on miejscem zacisznego odpoczynku, również dla samotników - wszak park rocznie odwiedza "zaledwie" ok. 50 tys. osób. Tutaj, w przeciwieństwie do stale rozwijających się kurortów nadmorskich czy obszaru Tatr - czas zatrzymał się w miejscu. Problemem jest dostanie się do poszczególnych miejscowości (niektóre drogi przejechać można jedynie jeepem), bardzo trudno o restaurację a nawet bar, a w pokojach gościnnych zazwyczaj próżno szukać luksusów. Tutaj turystyka ma inny, wydawać by się mogło staroświecki wymiar obcowania z przyrodą sam na sam - bez pensjonatów, hoteli, bryczek, sklepów i restauracji. Na pewno nie zabraknie spotkania z krowami, które bezsprzecznie rządzą lokalnymi drogami poszczególnych wsi i to one decydują, czy i kiedy przez drogę przejedziemy.

Najlepszą opcją jest zwiedzanie parku pieszo. Przez Magurski Park przebiega 85 km tras pieszych oraz 10-kilometrowy odcinek transbeskidzkiego szlaku konnego, które całkowicie zaspokajają potrzeby turystów. Dobrą bazą wypadową są miejscowości Krempna (gdzie się zatrzymaliśmy) czy Bartne, gdzie przeplata się sieć kolorowych szlaków. Nie liczmy na przesadne atrakcje, ale na pewno warto wejść do Muzeum Magurskiego Parku w Krempnej i dowiedzieć się nieco więcej o jego przedstawicielach we florze i faunie. Ciekawa ekspozycja przedstawia wszystkie pory roku, a w zacienionej sali można się poczuć jak w kinie. Kolejnym punktem obowiązkowym są cerkwie, których na terenie parku jest co najmniej kilkanaście. Największe wrażenie zrobiła na nas cerkiew w Kotani i msza święta, na którą przypadkowo udało nam się załapać. Uroczystość poprowadził ksiądz proboszcz Wojciech Dragan i jego bardzo życiowe i piękne kazania na długo pozostawiło nas w zadumie nad kondycją moralną człowieka we współczesności. Z innych atrakcji parku warto polecić Folusz, gdzie znajduje się głaz narzutowy z epoki polodowcowej, zwany Diablim Kamieniem - popularna wśród turystów atrakcja - oraz rezerwat Kornuty. Tam nie udało nam się dotrzeć, ale byliśmy między innymi w Kotani, Świątkowej Wielkiej i Małej, Olchowcu, Polanach. Zwiedziliśmy cerkwie w większości z tych miejscowości.

Teren Magurskiego Parku Narodowego chroni bogaty świat roślinny i zwierzęcy. Występuje tutaj 35 gatunków ssaków i 137 gatunków ptaków, wśród których spotkać można między innymi orła przedniego i orlika krzykliwego (symbol parku) oraz aż dziewięć gatunków dzięciołów. Żyją tu również bobry. Co ciekawe, w lasach wchodzących w skład parku można zbierać grzyby, a tych nie brakowało - dawno nie widziałem tak potężnych kolonii kurek. My mamy nadzieję tutaj wrócić. Poniżej kilka zdjęć:


Cerkiew w Krempnej


Cerkiew w Olchowcu



Cerkiew w Świątkowej Wielkiej


Grzybobranie w lesie magurskim


Nieopodal Krempnej

poniedziałek, 3 października 2016

Ojcowski Park Narodowy - Sierpień 2016


Pojechaliśmy kolejny raz do OPN, tym razem nadrobić parę zaległości z poprzedniego wypadu. W końcu udało się wejść do Jaskini Łokietka i spróbować Pstrąga po Ojcowsku. Wyśmienita była to ryba, idealnie doprawiona z doskonałą kompozycją ziół i czosnku. Dodatkowo, zostaliśmy poczęstowani pstrągiem suszonym i był tak wyborny, że jeszcze tak dobrej wędzonej ryby nie jadłem.
Do Jaskini Łokietka weszliśmy wraz ze sporą grupą innych żądnych przygód. Było sporo schylania i wspinaczki po schodach. Po krótkiej przeprawie dociera się do czegoś, co było tzw. Salą Główną - to tam odpoczywał według legend król Łokietek i tam miał także swoje skalne posłanie. Podobno w jaskini są nadal nieodkryte korytarze, które być może kiedyś odsłonią się poprzez procesy krasowe. Zapraszamy na fotorelację:


Brama Krakowska


Charakterystyczna dłoń widziana z Chełmowej Góry


Ciekawa drewniana kładka


Sympatyczna pani wędzi słynnego Ojcowskiego Pstrąga


Wejście do Jaskini Łokietka


Zamek w Ojcowie


Źródło Miłości widziane z Chełmowej Góry


Gosia też lubi Ojców

Marcin, Marzena Bareła

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Jednodniówka: Sandomierz, 2 czerwca


W ramach cyklu wypraw jednodniowych zapraszamy do Sandomierza. Pojechaliśmy w pochmurny, deszczowy dzień 2 czerwca. To było dosyć nielogiczne jechać do zbliżającego się kłębowiska chmur, ale zaliczam się do ludzi bardzo upartych w sprawach trzymania się dat planowanych podróży.


Sandomierz jest relatywnie małym miasteczkiem, z liczbą ludności niewiele ponad 20 tys., ale ma bardzo wiele do zaoferowania turystom. Zaczęliśmy od Rynku, na którym kwitnie kawiarniane życie. To tutaj kręcone się odcinki do serialu Ojciec Mateusz. My trafiliśmy na ekipę zdjęciową, ale niestety na Artura Żmijewskiego się nie natknęliśmy.


Rynek ma bardzo ładny, renesansowy Ratusz z XIV wieku z przepiękną trójsferową attyką z formowanej cegły. W obiekcie mieści się dziś Dział Historyczny Muzeum Okręgowego, na piętrze Sala Ślubów i sale Rady Miasta, w piwnicach zaś klub Lapidarium. Sandomierz ma wielką zaletę: wszystkie atrakcje są w zasięgu stóp i nie trzeba się przesadnie nachodzić, by zobaczyć okazałe budowle i inne atrakcje. My poszliśmy kawałeczek dalej do Kościoła Św. Jakuba, położony na Wzgórzu Świętojakubskim. Świątynia z XI wieku to, uwaga: drugi najstarszy kościół ceglany w Środkowej Europie. Każda z cegieł była wyrabiana ręcznie przez Dominikanów. Jest to piękny i cenny zabytek późnoromański. W środku rzuca się w oczy surowość budowli i estetyka wykonania. Przed wejściem głównym zwraca uwagę portal ceramiczny...

Będąc w Sandomierzu trzeba zobaczyć Katedrę Narodzenia NMP. Gotycka świątynia z 1360 roku posiada charakterystyczną, szpiczastą wieżę, zabytkowe organy i piękne sklepienia krzyżowo-żebrowe.


Idąc w kierunku Kościoła Św. Michała mijamy Bramę Opatowską. Jedyna zachowana gotycka brama wjazdowa Sandomierza, jest jedną z lepiej zachowanych tego typu bram w Polsce. Po obu stronach zachowały się fragmenty średniowiecznych murów obronnych. Bardzo przyjemną atmosferę funduje pod bramą pewien pan, sprzedający obwarzanki słone i miodowe. Zajadając się znakomitym, domowym wypiekiem, można posłuchać kilka ciekawostek o Sandomierzu, o których nie piszą przewodniki. Brama może także służyć jako chwilowe schronienie przed deszczem.

Warto wspiąć się na górę, by na specjalnym tarasie widokowym spojrzeć na panoramę miasta. Niestety, tego dnia widoków specjalnych nie było, a chwilę po naszym wejściu na dach, rozlała się potężna ulewa. Ale dobrze, że był pan z obwarzankami :-)

Idąc ulicą Zamkową w kierunku Wisły (tak, przez Sandomierz nie płynie San), po prawej stronie natknąć się można na "Ucho Igielne", czyli Furtę Dominikańską. Przez ten śmieszny przesmyk komunikowali się niegdyś bracia z dwóch klasztorów dominikańskich, przedzielonych murem obronnym. Mamy tu odsłonięty przekrój tegoż muru z gankiem straży miejskiej i przedprogiem. Niby nic wielkiego, ale zwrócić uwagę nie zaszkodzi.

Będąc w Sandomierzu trzeba koniecznie przejść się leniwym krokiem wzdłuż Wisły Bulwarem im. Marszałka Piłsudskiego. Jest tutaj spory wybór ścieżek pieszych i rowerowych, ale przyjemność widoków psują nieco pstre budynki (m.in. restauracja), rozsiane gdzie popadnie. Stąd natomiast można udać się w rejs po Wiśle, ale nie korzystaliśmy.

Sandomierz jest pięknym miastem, wyjątkowo obfitującym w atrakcje. Nie wszystko da się zobaczyć w ciągu jednego dnia (m.in. podziemna trasa turystyczna). To tutaj możemy zobaczyć co najmniej kilka galerii krzemienia pasiastego, z którego słynie ziemia sandomierska i kielecka. Miasto żyje duchem artystycznym i panuje tutaj uzdrowiskowa wręcz atmosfera. Ale lepiej jechać jednak w ładny dzień, co następnym razem uczynimy.



Marcin, Marzena Bareła