Zapraszamy na krótki spacer po jednym z najstarszych miast Górnego Śląska. Mysłowice to miasto o rodowodzie XIV wiecznym ma ponad 75 tys. mieszkańców. Na przestrzeni wieków Mysłowice należały do Czech, Węgier, Austrii czy Prus, a jeszcze do początków XX wieku były własnością rodów m.in. Mieroszewskich czy Wincklerów. Do miasta prowadziły niegdyś dwie bramy: krakowska oraz bytomska, a centrum stanowił rynek z drewnianym ratuszem. Mysłowice leżały na szlaku handlowym pomiędzy Wrocławiem a Krakowem, ale do końca XVIII wieku miały charakter wyłącznie rolniczy. Następne lata przyniosły okres rozwoju górnictwa węglowego i hutnictwa cynku (pierwsza na Górnym Śląsku huta cynku powstała w dzielnicy Wesoła w 1798 roku). Dziś miasto jest ważnym ośrodkiem przemysłowym, usługowym i kulturalnym regionu. Miejsce aż kipi od zabytkowych kamienic. Więcej na zdjęciach:
Budynek Sądu RejonowegoBlog podróżniczy. Publikują Marzena i Marcin. Piszemy dla Was, ale przede wszystkim ku pamięci naszej i przyszłych pokoleń.
piątek, 11 września 2020
Mysłowice
Tekst i zdjęcia: Marcin Bareła
środa, 9 września 2020
Białystok, czerwiec 2016
Zapraszam na wspominkową fotorelację z wizyty w Białymstoku: Rynek Główny, Bazylika Archikatedralna WNMP, Muzeum Miejskie Stary Ratusz oraz Pałac Branickich:
Marcin Bareła
piątek, 4 września 2020
Poznań, 3 września
Idziemy ulicą Święty Marcin, która była pierwszą ulicą Poznania o nawierzchni asfaltowej. Kiedyś była tu osada zwana Święty Marcin, którą dopiero w 1797 roku przyłączono do Poznania. Dlatego ulica Św. Marcin a nie Marcina. Idąc traktem, wstąpiliśmy do jednego z najstarszych kościołów miasta pod wezwaniem? Tak, św. Marcina. Kościół wzmiankowany jeszcze w 1252 roku, po licznych przejściach odzyskał swą późnogotycką formę po odbudowie w latach 50. XX wieku.
Idziemy dalej do Kościoła Farny - Bazyliki MB Nieustającej Pomocy. Barokowy wystrój, wspaniałe organy i iluzjonistyczne polichromie robią ogromne wrażenie. Kościół jest fantastycznie wkomponowany w ciasny układ ulic Starego Miasta i niejako wizualnie "zlepia się" z architekturą ulicy Świętosławskiej, tworząc ciekawe wrażenie kontynuacji zabudowy.
Po krótkim odpoczynku i posiłku w barze z pyrami (ziemniak w tutejszej gwarze), przechodzimy przez Park im. Chopina i robimy obowiązkowe zdjęcia z koziołkami, przeniesionymi z remontowanej ul. Gołębiej. Koziołki mają swój udział w historii miasta, jako element odmierzania czasu na zegarze Ratusza. Miało to być "urządzenie błazeńskie" - dwa koziołki ustawione na zegarze miały się trykać (zderzać się rogami) przed każdym biciem godzin. Tradycja, mimo licznych zawieruch, przetrwała i dziś koziołki są jednym z symboli miasta, trykając się w południe na wieży zegarowej Ratusza 12 razy.
Kolejnym symbolem miasta jest niewątpliwie Rogal Świętomarciński, wyrabiany tylko w Wielkopolsce. Tajniki wyrobu i historię wyjątkowo smacznego rogalika z ciasta półfrancuskiego można odkryć w Rogalowym Muzeum, przy ul. Klasztornej. Z tym że nie jest to typowe muzeum, a rodzaj humorystycznej prezentacji historii wypieku i miasta, połączonego z degustacją. Prowadzący, używając lokalnej gwary opowiada, żartuje, pozwala wyrobić ciasto. Każdy może włączyć się do zabawy a finał jest słodki - uczestnicy dostają kawałek rogala. Są przepyszne, chociaż bardzo tuczące i bardzo drogie (10 zł za sztukę to norma).
Spacer po Poznaniu kończymy oglądając z zewnątrz odrestaurowany XIII wieczny Zamek Królewski, Kościół św. Antoniego oraz Plac Wolności z widocznym narożnikowym Hotelem "Bazar". To tutaj Ignacy Jan Paderewski w 1918 roku wygłosił słynną mowę z okna, która była przyczynkiem wybuchu Powstania Wielkopolskiego, zakończonego sukcesem Polaków i w konsekwencji przyłączeniem Poznania do Polski. Poznań był od wieków ostoją wolności, przedsiębiorczości, nieskrępowanej nauki, co tutaj się faktycznie czuje. Podobnie jak ducha czasów przeszłych, wszak miasto była nawet przez pewien czas stolicą Polski. Tutaj, w krypcie Bazyliki Katedralnej spoczywają prochy pierwszych władców kraju. Poznań ma znacznie więcej do okrycia. Będziemy starali się więc odkrywać...
Tekst: Marcin Bareła, zdjęcia: Marzena Bareła
poniedziałek, 31 sierpnia 2020
Wycieczka: Zamość, Kazimierz Dolny i Roztocze
Zapraszam na zwiedzanie południowo - wschodniej Polski. Roztocze i Zamojszczyzna
- magiczna kraina lasów, żyznych pól i wspaniałych miast i miasteczek zachwyca
zmęczonych obleganym Krakowem czy Zakopanem. Kraina, gdzie życie płynie swoim
niespiesznym rytmem, siano pachnie mocniej, miód smakuje wyborniej a słońce
świeci najdłużej.
Zaczynamy od Zamościa, zwanego perłą renesansu albo Padwą Północy. Miasto o rodowodzie szesnastowiecznym zachwyca harmonijnym układem na planie wieloboku, w którym centralną figurą jest Rynek Wielki z Ratuszem, oraz arkadowymi kamienicami w stylu renesansu lubelskiego. Styl ów cechuje tzw. stiuk - czyli zdobienie tynkarskie nadające fasadzie rozmach i elegancję. Najpiękniejsze są kamienice ormiańskie, których kolorowe fasady wieńczą bajeczne attyki zakrywające dach:
Padwa Północy pasuje do Zamościa idealnie - wszak kamienice wokół Rynku Wielkiego są przecięte arkadami czyli tzw. podcieniami, które dawniej - i dziś - dają schronienie, regulują handel i przede wszystkim pięknie się prezentują.
W Zamościu zachwycają zabytki architektury sakralnej, w tym słynna Katedra p.w. Zmartwychwstania Chrystusa i Tomasza Apostoła - dawna kolegiata. Tutaj spoczywają prochy wszystkich ordynatów w ramach Ordynacji Zamojskiej - tzw. państwa w państwie, jakie jeszcze pod koniec XVI wieku ustanowił Jan Sariusz Zamoyski, fundator miasta. Niezwykle przedsiębiorczy, wykształcony ale przede wszystkim bogaty szlachcic, nabył w ciągu kilkunastu lat miasta, wsie, lasy, cukrownie, tartaki. Wiele z obiektów wybudował własnym sumptem. Miał swój pałac w Zamościu, był tak bogaty, że posiadał własne wojsko. Ale żeby to wszystko móc jakoś ogarnąć, ustanowił Ordynację z własnym zarządem i administracją, by te dobra można było kontrolować. Nie trzeba dodawać, że zyski z majątku o powierzchni ponad 190 tys. hektarów były niewyobrażalne, nawet dziś. Będąc w Katedrze w Zamościu, warto zajrzeć do krypty rodu Zamojskich...
Wyjedźmy z Zamościa i przenieśmy się na Roztocze, chociaż nie uciekniemy od Jana Zamoyskiego i jego Ordynacji. Otóż, w sercu Roztoczańskiego Parku Narodowego leży Zwierzyniec - miasteczko, które Zamojscy upodobali sobie jako miejsce spotkań towarzyskich, okraszonym spontanicznymi wypadami na polowania. Zgodnie z nazwą, na początku był tutaj tylko modrzewiowy dworek i ogromny teren ogrodzony parkanem, gdzie polowano na dziką zwierzynę. Zwierzyniec pozostał, ale tylko z nazwy, bo dziś jest to przede wszystkim baza wypadowa do Parku, raj dla rowerzystów (wypożyczalni rowerów jest co najmniej kilka) oraz...raj dla piwoszy. Od 1806 roku, z małymi przerwami, funkcjonuje tutaj browar serwujący zawiesiste, mocne ale dobrze tolerowane przez gardło piwo Zwierzyniec Pils. Dodatkową atrakcją jest Kościół p.w. Św. Jana Nepomucena "Na Wodzie", gdzie co rok w maju odbywa się ciekawa procesja z udziałem...kajakarzy.
Od Zwierzyńca już bardzo niedaleko do Krasnobrodu, gdzie leży wyjątkowy Kościół (Sanktuarium) Wniebowzięcia NMP z cudownym obrazem Matki Boskiej Kransobrodzkiej. Malusieńki obrazek (9 x 14 cm) umieszczony jest w prawym górnym roku powiększonej kopii, by wiernym było łatwiej z oddali adorować święte postaci. Historia obrazka jest niezwykła: znaleziony w błocie pośniegowym papierowy (!) obrazek przetrwał pożar drewnianego kościoła, wszystkie zabory i ostanią wojnę, by w 1965 roku zostać uroczyście koronowanym. Miejsce słynie z licznych łask: nieopodal Sanktuarium jest Kaplica Objawienia (Na Wodzie), gdzie w sierpniu 1640 roku jednemu z okolicznych chłopów ukazała się Matka Boska i go uzdrowiła. Wyjątkowy jest Ołtarz Główny Kościoła autorstwa Jana Mauchera. Kolory złota i kości słoniowej wspaniale tutaj współgrają. Zwróćcie uwagę na przedstawienie Przenajświętszej, która nie trzyma Dzieciątka na rękach, ale adoruje leżące u Jej podnóża, przedstawienie iście rzadkie...
Jeden dzień spędziłem w Kazimierzu Dolnym, kolejnej perełce renesansu, z zachowanym zabytkowym układem architektonicznym z przełomu XVI i XVII wieku. Najpiękniejsza Kamienica Celejowska imponuje rozmachem, no ale kto bogatemu zabroni. Kazimierz, leżący nad Wisłą tak wzbogacił się na handlu zbożem, że kupcy mogli stawiać najdroższe kamienice w najdroższych częściach miasta. Do dziś zachowało się kilkanaście zabytkowych spichlerzy a symbolem miasta jest kogut. Legenda głosi, że koguty szczególnie upodobał sobie diabeł, kiedy Kazimierz był jeszcze Wietrzną Górą i miał siedzibę na pobliskim wzgórzu. Ukryty w dole diabeł wyszedł na poszukiwania koguta, dół skropiono święconą wodą i...więcej już diabła nie ujrzeli. Poczciwemu kogutowi nie pozostało nic innego, niż pozostanie symbolem miasta. Dziś na każdym kroku wypiekane są maślane czy piernikowe koguty, aczkolwiek żywego nie udało mi się zobaczyć. Wielkie wrażenie robi Kościół p.w. Jana Chrzciciela i Bartłomieja Apostoła, zwłaszcza modrzewiowe organy z 1620 roku, które do dziś zachowały się w stanie niemal nienaruszonym (wymieniono jedynie kilka piszczałek). Przyjemność zwiedzania odebrał troszkę upał i tłok - miasto jest za małe na taką liczbę turystów i samochodów. Stąd zaparkowanie graniczy z cudem, a przedostanie się przez ulicę jest często karkołomne. Dobrze, że na chwilę wytchnienia wybraliśmy wąwóz Korzeniowy Dół. Na Roztocze i okolice wracam - już prywatnie - w październiku. I już teraz zapraszam na relację...
Tekst i zdjęcia: Marcin Bareła
Subskrybuj:
Posty (Atom)








