piątek, 3 kwietnia 2020

Wycieczka: Góry Towarne i Rezerwat Zielona Góra


Góry Towarne to przepiękna grupa malowniczych, pokrytych wapiennymi skałkami wzniesień, gdzie tuż pod północnymi stokami wzgórz znajduje się miejscowość Kusięta. Przede wszystkim, jest to znakomity punkt widokowy na Zamek w Olsztynie, doskonale widać także Częstochowę. Góry Towarne, zajmujące niewielką powierzchnię, są przeważnie bezleśne, a najwyższym ich szczytem jest Lisica, wznosząca się na 349 m n.p.m. Obszar jest popularny wśród wspinaczy oraz amatorów jaskiń. Jedną z nich - Jaskinię Towarną zwiedziliśmy od wewnątrz. Właściwie jest to kompleks jaskiń o nazwie Towarna, Niedźwiedzia oraz Dzwonnica, tworzących jeden poziomy system o długości 170 m, połączony niskimi przejściami. System tych jaskiń jest łatwy do zwiedzania, a przez to popularny wśród turystów. W jaskiniach znaleziono kości prehistorycznych zwierząt, a także ślady pobytu człowieka pierwotnego. Służyły także za kryjówkę w czasie okupacji niemieckiej.

Do Gór Towarnych należy kilka wyraźniejszych masywów. Z południowego zachodu na północny wschód ciągnie się główne pasemko, zwane Górami Towarnymi Dużymi. Wznoszą się tutaj kolejno: Góra Rachowiec, Sowia Góra oraz najwyższa Lisica. Na południowy wschód od tego pasemka leży znacznie mniejszy masyw Gór Towarnych Małych. Wapienne ostańce, położone wśród tutejszych wzniesień, tworzą w sumie dość duży kompleks skałek, który zresztą cieszy się popularnością wśród wspinaczy. W grupie Gór Towarnych Dużych zdobywają oni Płytę i Grotę, zaś w masywie Gór Towarnych Małych - trzy skałki o wdzięcznych nazwach Przekładaniec, Kogutek i Bałwanek. Białe skałki o fantazyjnych kształtach, dzięki położeniu na bezleśnych wzniesieniach, są z dala widoczne.

Nieopodal Gór Towarnych znajduje się Rezerwat Zielona Góra, ostatnie takie miejsce w pobliżu Częstochowy. Wapienne wzgórze, którego zbocza i partie szczytowe objęte są rezerwatem, wznosi się na wysokość 342 m n.p.m. Rezerwat utworzony został w 1953 r. i ma powierzchnię 19,6 ha. Charakterystyczną formą skalną, położoną nieco na północny zachód od szczytu wzniesienia, jest „Diabelskie Kowadło”, które z uwagi na charakterystyczny kształt przypomina właśnie kowadło lub grzyba. Jest to również raj dla amatorów wspinaczki skałkowej. W rezerwacie występuje ponadto ciepłolubna roślinność murawowo-zaroślowa. Ogółem na terenie tym stwierdzono występowanie ok. 290 gatunków roślin naczyniowych, z których 20 objętych jest ochroną gatunkową. Arcyciekawą atrakcją jest jaskinia nosząca nazwę W Zielonej Górze. Ma ona długość 150 m i jest łatwa do zwiedzania, chociaż wymaga sporej elastyczności bo jest momentami bardzo wąska. Osobliwością jaskini jest duża ilość znajdujących się w jej wnętrzu masywnych kolumn naciekowych, tworzących swoisty „las kolumnowy”. Byliśmy - jest bardzo klimatycznie. Na następny wypad musimy troszeczkę poczekać...

Marcin, Marzena Bareła

sobota, 14 marca 2020

Wycieczka: Pustynia Błędowska


Jedziemy do miejscowości Klucze (tam, gdzie produkują dziś wyjątkowo cenny papier toaletowy), skąd jeszcze 2 km i dojeżdżamy do punktu widokowego Czubatka, skąd mamy znakomitą panoramę Pustyni Błędowskiej. Widać także tzw. Różę Wiatrów, czyli kładki turystyczne wraz z punktem informacyjnym, około 1,5 km pieszo w jedną stronę. Idziemy, a co.

Oficjalnie powstanie Pustyni Błędowskiej datowane jest na wiek XIII, gdy rozwijające się lokalnie górnictwo srebra i hutnictwo potrzebowało ogromnych ilości drewna. Zapewniono je za pomocą masowych wycinek, które odkryły nagromadzone piaski. Tak powstał ogromny pustynny obszar, nazywany polską Saharą. Ale - jak to często bywa - wokół miejsca krążą liczne legendy. Ta najsłynniejsza mówi o księciu Twardowskim, który w zamian za posługi u samego diabła oddał swoją duszę. Jednym z życzeń czarnoksiężnika było, aby czart zdobył wszystkie bogactwa tutejszej ziemi i przechował dla ów wielmożnego Twardowskiego. Młody diabeł z zadaniem się uporał i przykrył solidną wartwą ziemi drogocenne skarby. Jednak wieść o skarbach ukrytych w ziemi rozeszła się niebawem wśród tutejszych, więc założyli oni kopalnię i poczęli wydobywać cenny skarb - srebro. Nie spodobało się to panu podziemia. Tym bardziej, że im głębiej kopali, tym bliżej bram piekielnych się znajdowali, bardzo hałasowali i srebro z których diabły swe kotły wytapiały podkradali...

Początkowo czart chciał zniechęcić ludzi do dalszej eksploatacji, zsyłając na kopalnie powodzie i pożary. Wydobycie trwało jednak nadal, drążenie chodników pod ziemią postępowało. Diabeł rozgniewał się już bardzo i wnet wymyślił, że weźmie ogromny wór i aż nad samo morze się wybierze. Wziął najlepszy piasek i po brzegi ów wór wypełnił, by zasypać piaskiem kopalnię. Jednak wór był ciężki i w drodze powrotej zmęczony czart zawadził sypkim łupem o wieżę jednego z kościołów i cały piach rozsypał się po okolicy, tworząć ów magiczny krajobraz...

Wracając do faktów - pustynia w najszerszym miejscu ma 4 km i jest długa na około 10 km. Jest to największy obszar lotnych piasków w Polsce. Dochodzi tutaj do zjawisk określanych jako burze piaskowe. Silne wiatry - a wieją często, także podczas naszej wyprawy - porywają masy ostrego piasku i tworzą niebezpieczne wiry. Dawnej i dziś szalejący wiatr roznosi piach zasypując okoliczne łąki, ścieżki a czasem także zabudowania. W wyniku takich burz tworzą się wysokie skarpy piachu, na szczęście silne burze występują obecnie rzadko.
Pustynia jest także bardzo lubianym przez wojsko poligonem ćwiczeniowym. Ćwiczył tutaj m.in. Batalion Piechoty Legionowej Józefa Piłsudskiego przed Bitwą pod Krzywopłotami w 1914 roku, w okresie międzywojennym ćwiczyły tutaj eskadry bombowców i myśliwców z 2 Pułku Lotniczego z Krakowa. Wielokrotnie ćwiczyła tutaj Armia Kraków. Pamiątką wojskową jest okazała armata przeciwpancerna D-44, która służyła Wojsku Polskiemu w czasie II wojny światowej. Kręcono tutaj wiele filmów, m.in. Faraona w reżyserii Jerzego Kawalerowicza.

Wracając, zahaczamy jeszcze o miejscowość Rodaki i uroczy drewniany Kościół św. Marka, z roku 1601, który w stanie pierwotnym przetrwał do dziś, a najcenniejszym elementem wyposażenia jest posąg św. Mikołaja datowany na rok 1400! Widziane z zewnątrz:

Marcin, Marzena Bareła

poniedziałek, 10 lutego 2020

Wycieczka: Zamek Będzin i okolice Siewierza, 1 lutego


ZAMEK DAWNIEJ I DZIŚ:

Zapraszamy na kolejny z cyklu jednodniówek, czyli krótkich wypadów rodzinnych. Padło na Będzin - zwiedziliśmy Zamek, także siedzibę Muzeum Zagłębia w Będzinie. Obiekt Zamku z połowy XIV w. był kolejnym ogniwem systemu obronnego zachodniej granicy Polski przed najazdami od strony Śląska i Czech, bo kiedyś to właśnie tutaj przebiegały granice państw. Czuwał również nad bezpieczeństwem wodnych i lądowych dróg handlowych, m. in. traktu handlowego ze Śląska do Krakowa. W murach zamkowych gościli królowie polscy - w 1574 r. Henryk Walezy, w 1683 Jan III Sobieski, w drodze pod Wiedeń a w 1697 August II Mocny. Zamku nie oszczędzały ani żywioły, ani najazdy hord obcych wojsk. W 1616 r. spaliła się część miasta wraz z zamkiem, który następnie odbudowano, choć w stylu bardziej rezydencjalnym. Czterdzieści lat później w czasie najazdu szwedzkiego obiekt zostaje splądrowany. Jednakże dopiero po powołaniu na starostwo będzińskie przedstawicieli rodziny Mierszewskich (pod koniec XVII w.) budowla popada ostatecznie w ruinę. Sytuacja taka trwa do roku 1834. Wtedy to przeprowadzono restaurację w stylu romantycznego neogotyku. Plany były ambitne - w obiekcie miała zostać ulokowana Szkoła Akademiczno - Górnicza. Niestety, po odbudowie zaniechano jednak tego pomysłu. Opuszczony przez użytkowników znów popadł w ruinę. Ponownie próby odbudowy podjęto już w okresie międzywojennym. Ostatecznie zamek odbudowano po II wojnie światowej i od 1956 roku mieści się tutaj Muzeum Zagłębia. W zamku można zobaczyć ciekawą ekspozycję dawnej broni i uzbrojenia ochronnego oraz zapoznać się z dziejami Będzina i historią obiektu, wejść po stromych schodach na górną kondygnację i podziwiać panoramę Będzina. Zobaczcie zdjęcia z tego pięknego dnia:

Bardzo atrakcyjna jest również okolica - konkretnie zrewitalizowane Wzgórze Zamkowe. Składa się na nie między innymi rekonstrukcja średniowiecznego wału wczesnopaństwowego, którego wysokość szacowano na 6 metrów. Nieopodal postawiono trzy półziemianki, próbując odwzorować w ten sposób funkcjonowanie zaplecza gospodarczego grodu, związanego według badań z obróbką żelaza, co potwierdziły badania wykopaliskowe i odkrycie tutaj obiektów hutniczych. To nie koniec - w projekcie rewitalizacji wykorzystano istniejący tutaj Park Jordanowski i - zachowując historyczny układ alejek - wkomponowano między innymi mini - amfiteatr, ciekawy plac zabaw oraz park "miejsc magicznych". Poniżej na skarpie znajduje się stary kirkut, a schodząc ulicą Kościelną docieramy do najstarszego kościoła Będzina - Kościoła Św. Trójcy. Całość otaczają klimatyczne (choć czasem niekoniecznie) obiekty miejskiej zabudowy:

Wycieczkę kończymy spacerem wzdłuż Zbiornika Przeczyce, a oficjalnie Zalewu Przeczycko - Siewierskiego. Jest to utworzony w 1963 r. zbiornik zaporowy na Czarnej Przemszy. W obrębie zatopionego dna doliny Czarnej Przemszy oraz okolicy zbiornika znajdują się pozostałości umocnień polowych pochodzących z lat 30. XX w. oraz z okresu II wojny światowej. Są to głównie elementy Obszaru Warownego „Śląsk”. Bardzo ładny zbiornik pełni fukcję retencyjną, ale jest również ważnym akwenem dla turystyki wodnej mieszkańców Śląska i nie tylko. Klimatyczne miejsce polubią dzieci - nasze polubiły.

Do następnego!

Marcin Bareła, zdjęcia: Marcin i Marzena

wtorek, 28 stycznia 2020

Wycieczka (koleją): Ustroń, 26 stycznia


RYS HISTORYCZNY
Kolejny wypad jednodniowy - padło na Ustroń. Pojechaliśmy pociągiem, bo jest połączenie bezpośrednie z Myszkowa, a w pociągu dzieciaki mogą swobodnie buszować. Na miejscu zastaliśmy miasto niepozorne, jednak z wielowiekową tradycją. Ustroń jest jedną z najstarszych osad Śląska Cieszyńskiego, a pierwsze wzmianki o nim pochodzą z roku 1305. Początkowo była to wieś książęca należąca do Piastów Śląskich, a od roku 1653 do dynastii Habsburgów. Przez lata Ustroń był typową osadą pastersko – rolniczą, gdzie o jakimkolwiek przemyśle nie było mowy ale zmieniło sie to w 1772 roku, po wcześniejszym odkryciu rudy żelaza. Wtedy to uruchomiono w Ustroniu hutę, kuźnię, odlewnię oraz walcownię. Ale - co brzmi jak paradoks - rozwój przemysłu hutniczego jest ściśle powiązany z odkryciem walorów leczniczych miejsca. Otóż, kiedy tutejsi hutnicy zauważyli, że kąpiele w wodzie ogrzanej płynnym żużlem wielkopiecowym łagodzą dolegliwości reumatyczne, na polecenie arcyksięcia Alberta w 1804 roku wybudowano specjalną łaźnię. Skuteczność gorących wód została wstępnie potwierdzona badaniami lekarskimi. Sprawy potoczyły się szybko. W XIX wieku odkryto w okolicach Ustronia pokłady borowiny i źródło wód żelazistych. Pokłosiem powyższego było uruchomienie, w roku 1901, Zakładu Kąpieli Borowinowych, w którym zaczęto przeprowadzać zabiegi lecznicze...

Włodarze nie pozostawali bierni - w latach 20. i 30. XX wieku Ustroń bardzo się zmienił. Uregulowano brzegi Wisły, dokonano elektryfikacji wsi, powstały korty tenisowe, oddano do użytku basen kąpielowy. Zadbano też o parki i ścieżki spacerowe. Wreszcie, 28 grudnia 1956 roku Ustroniowi przyznano prawa miejskie, a w roku 1967 miasto otrzymało status uzdrowiska. Wkrótce powstał ośrodek wypoczynkowy w dolinie Jaszowca, ośrodek leczniczo – rehabilitacyjny w Zawodziu, wybudowano liczne sanatoria i domy uzdrowiskowe. Obecnie Ustroń jest znaną miejscowością uzdrowiskowo – wczasową, w której leczy się m.in. choroby narządów ruchu, dróg oddechowych, układu krążenia, układu nerwowego. Lecznicze wody i górski klimat ściągają do miasteczka setki kuracjuszy. Do Ustronia przyjeżdżają też miłośnicy wędrówek po górach, rowerzyści i narciarze. Dziś, obok Goczałkowic - Zdroju, miasto jest jedynym uzdrowiskiem w województwie śląskim. Ustroń liczy około 16 000 mieszkańców.

SPACER PO USTRONIU
Spacer po mieście rozpoczynamy od wizyty w cukierni Bajka, by następnie odwiedzić Kościół św. Klemensa. Pierwotnie drewniany obiekt, został erygowany w 1785 roku. Na dzisiejszy kościół przysposobiono kaplicę należącą do zabudowań zlikwidowanego sierocińca jezuickiego, które do dziś przylegają do korpusu świątyni. Kościół poświęcono w roku 1788. W następnym stuleciu budynek rozbudowywano, m.in. dostawiając w latach 30. murowaną wieżę. Wyposażenie wnętrza pochodzi głównie z XIX wieku. Uwagę zwracają, stojące przy głównym ołtarzu, późnobarokowe rzeźby św. Piotra i Pawła.

Następnie idziemy pod Bibliotekę Miejską, by podziwiać fantastyczny mural, który ma 500 m kw. powierzchni. Przez kilka tygodni pracowało nad nim sześcioro artystów z całej Polski. Stworzenie muralu było częścią rewitalizacji gmachu biblioteki, który składa się z zabytkowego budynku tzw. starej szkoły i pawilonu dostawionego niejako później na jego tyłach. Ponieważ budynki niespecjalnie się "polubiły", poza tym dostawiony budynek był w katastrofalnym stanie, tutejsi urzędnicy zdecydowali, że elewacje budynków zostaną pokryte muralem, dzięki któremu będą do siebie nawiązywać, a samo dzieło stanie się miejską atrakcją - wszak biblioteka znajduje się w centrum Ustronia. Myślę że był to doskonały pomysł.

Przestrzenny, wręcz jakby iluzjonistyczny mural pokrywa siedem ścian. Na największej znajdziemy kopię wnętrz biblioteki w Dublinie, z jej łukowatym sklepieniem i wysokimi na kilka metrów regałami zapełnionymi książkami. Obrazy na ścianach dostawionego budynku nawiązują do wnętrz biblioteki w Edynburgu, ale nie brak detali nawiązujących lokalnie. Na pozostałych ścianach artyści odtworzyli przedwojenne fotografie charakterystycznych dla Ustronia miejsc - ratusza, zakładu przyrodolecznicznego, szałasu pod Czantorią. Naprawdę warto podejść i podziwiać, bo jest na co popatrzeć...

Jeszcze krótka wizyta na zrewitalizowanym, ale dosyć skromnym Rynku i możemy iść dalej.

UZDROWISKO USTROŃ
Przekraczamy Wisłę i idziemy w górę, do części uzdrowiskowej. Ustroń chwali się jako jeden z największych tego typu kompleksów uzdrowiskowych w Europie, choć na pierwszy rzut oka nie robi takiego wrażenia. Obiekty sanatoryjne są rozproszone i położone na wzgórzach, widać rozbicie bazy zabiegowej (osobny budynek pijalni wód). Ze względu na specyficzny mikroklimat, leczy się tutaj choroby serca, ale nie tylko. Występowanie naturalnych złóż solanki i borowiny sprzyja leczeniu chorób układu oddechowego, chorób reumatycznych oraz stawowo-mięśniowych. Można paczkę borowinki do samodzielnych okładów i butelkę solanki do inhalacji kupić w dobrej cenie, co pieczołowicie uczyniliśmy. Ceny są przystępne - wszak u producenta najtaniej. Zagościliśmy w pijalni wód i rozkoszowaliśmy się mineralną wodą z głębin oraz widokami za oknem.

Wracając do chorób serca - od sierpnia 2010 roku właścicielem większościowego pakietu Przedsiębiorstwa Uzdrowiskowego „Ustroń” S.A. jest spółka Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca posiadająca ogromne sukcesy w dziedzinie kardiologii oraz kardiochirurgii. Spółka została założona w 2000 roku przez grupę wybitnych lekarzy z Polski i ze Stanów Zjednoczonych. Spośród obiektów sanatoryjnych wyróżnia się Równica - gigantyczny, dziesięciopiętrowy budynek z bocznym czteropiętrowym skrzydłem. Jednorazowo mieści się tu nawet ponad 1500 kuracjuszy. Baza zabiegowa jest tu bogato wyposażona, na poszczególnych poziomach znajduje się mnóstwo gabinetów zabiegowych, dysponuje kilkoma salami gimnastycznymi, basenami solankowymi, itp.

Po drodze mijamy Kościół św. Brata Alberta. To obiekt współczesny, ale przepiękny. W 1994 r. poświęcono tu kaplicę pw. św. Brata Alberta, podczas gdy obok budowano nową świątynię. W 2000 r. ośrodek duszpasterski został podniesiony do rangi samodzielnej parafii. W środku zwracają uwagę detale, jak rzeźbienia ścienne, malowidła czy posągi.

Po wizycie na placu zabaw (punkt dnia dla dzieci), jeszcze dobry obiad w restauracji Sissy, gdzie można zjeść pizzę porównywalną do tej we Włoszech, a wiem co piszę, bo jadłem włoską pizzę i pora wracać. Pociąg powrotny to świetna zabawa w towarzystwie dzieci i dorosłych. Antek podrywa dziewczyny (zwłaszcza te z telefonami), wyjada z Gosią młodzieży paluszki (pewnej ekipie zjedli całą paczkę), a pani konduktorka pozwala pobawić się kasownikiem i ogólnie jest wesoło. Wracamy napojeni dobrą wodą i naładowani pozytywną energią. Następna wycieczka zapewne już niedługo.


Marcin Bareła