Pierwsza wizyta w stolicy Węgier nie spowodowała zakochania od pierwszego wejrzenia. Budapeszt wydawał mi się zimny i nieprzystępny. Podczas następnych wizyt postanowiłem poświęcić miastu dokładniejszą uwagę i – niczym przy genialnej ale trudnej płycie – coraz bardziej dostrzegałem i doceniałem wszystkie walory stolicy nad Dunajem. Ostatnia wycieczka w dniach 7-8 lipca kompletnie zweryfikowała moje pierwsze – jak się okazało mylne wrażenie i obaliła wszelkie wątpliwości. Budapeszt to przepiękne miasto które trzeba odwiedzić…
Wracam myślami do Budapesztu i obrazów pojawia się kilka, lecz na pierwszy plan nie wysuwa się gigantyczny budynek Parlamentu czy dostojna Bazylika Św. Stefana ale…papryki. Węgry to nieoficjalna stolica papryki słodkiej i tej ostrej, uprawa się tutaj tysiące odmian tego warzywa a najostrzejsza z nich jest podobno kilkaset razy mocniejsza od papryczki chili. Papryka występuje w postaci sproszkowanej, świeżej, marynowanej, suszonej, wędzonej, a paleta kolorów olśniewa odwiedzających sklepy czy niezwykle popularną Budapesztańską Halę Targową. Trudno nie zakupić tradycyjnego woreczka lnianego z aromatyczną zawartością, ale kogoś, komu nie po drodze z papryką może zakupić wyborne węgierskie salami czy charakterystyczny ser albo złocisty Tokaj …
Przejdźmy od kuchni po architekturę, bo jest tutaj naprawdę co zobaczyć, a nad miastem góruje majestatyczny budynek Parlamentu, jeden z największych na świecie. Kilkaset kroków od Parlamentu i jesteśmy pod Bazyliką Św. Stefana – chyba najpiękniejszym obiekcie Budapesztu. Gigantyczna, 96-metrowa kopuła, przepiękne barokowe wnętrze z bajecznymi mozaikami i miejsce przechowywania kultowej dla Węgrów relikwii – zasuszonej dłoni Św. Stefana. Robią wrażenie przepiękne organy, ołtarz główny i ołtarze boczne, ciężko tutaj znaleźć choćby fragment, gdzie nie byłoby czegoś efektownego będącego ucztą dla oka…
Nie zapominajmy o parkach, których w stolicy Węgier mamy mnóstwo i miejsca te dają prawdziwe wytchnienie i pozwalają odpocząć zmęczonym szybkim miejskim życiem. Perełką wśród tych miejsc jest Wyspa Św. Małgorzaty na której zawsze panuje piknikowy klimat. Nie zapomnę, jak siedząc na owej wyspie, popijając zimnego drinka i patrząc w wyjątkowo udaną fontannę, która wypuszcza strugi wody w takt muzyki, zapomniałem na dobrych kilka minut o całym Bożym świecie i po prostu delektowałem się chwilą, miejscem i tą wyjątkowo sielską atmosferą. Jak dobrze, że są takie miejsca w centrach dużych miast. Niesamowitych wrażeń dostarcza rejs po Dunaju zwłaszcza, że wypływając o 20, a wracając o 21, odsłania się powoli Budapeszt w wydaniu nocnym, miasto to jest jedną z najpiękniej oświetlonych stolic Europy i nie ma w tym wiele przesady. W ciepły letni wieczór nie chce się wracać na nocleg, tylko zachwycać nocnymi widokami…
Jednym z piękniejszych wspomnień wycieczki będzie krótki wypad do miasteczka Sentendre, gdzie przenosimy się z dużej aglomeracji do wioseczki o wąskich uliczkach, chodniczkach z nierównej kostki i domach pachnących świeżymi ziołami. Sercem Sentendre jest Kolumna Pestis Kereszt i mały ryneczek w kształcie trójkąta, gdzie jedni popijają niespiesznie kawę, inni nanoszą coś na płótno a jeszcze inni sięgają po instrument. Mieszanina iście idylliczna i nieprzypadkowo Sentendre jest nazywane miastem malarzy bo jest ich tutaj co nie miara, a i galerii obrazów mamy na pęczki. Wracając do stolicy - naprawdę uwielbiam Budapeszt. Prawdziwą siłą miasta jest to, że mimo dużej, prawie dwumilionowej aglomeracji nie ma tutaj wieżowców, a najwyższy budynek ma 96 metrów – tyle mają Bazylika Św. Stefana i Parlament. Zwykły hotel potrafi być małym arcydziełem, a żeby dokładnie zwiedzić wszystkie wybranie miejsca, trzeba pobyć tutaj dobry tydzień. Polak, Węgier dwa bratanki – i do szabli i do szklanki. I niech tak zostanie...
Marcin Bareła
Blog podróżniczy. Publikują Marzena i Marcin. Piszemy dla Was, ale przede wszystkim ku pamięci naszej i przyszłych pokoleń.
wtorek, 24 lipca 2018
Budapeszt 6-8 lipca
wtorek, 12 czerwca 2018
Chorwacja - Omis 1-10.06
„Gdy Bóg dzielił pomiędzy ludzi Ziemię, Chorwat spał, a gdy się obudził okazało się, że wszystkie tereny zostały już rozdane. Bóg zlitował się jednak nad nim i ofiarował kawałek Ziemi, który wcześniej wybrał dla siebie – kawałek Raju na Ziemi”. To jedna z najczęściej opowiadanych przypowieści dotyczących Chorwacji. I – co najważniejsze – nie ma w tym zdaniu ani cienia przesady…
Są w Chorwacji miejsca, których historia sięga ponad dwa tysiące lat i jednym z takich miejsc jest Omis – niewielka miejscowość na północ od Makarskiej. Dawne królestwo piratów dziś jest rajem dla amatorów sportów ekstremalnych i…miłośników spokoju i relaksu. Bo właśnie w Omisu można odpocząć od zgiełku miasta, delektując się odpoczynkiem na kameralnej plaży tuż obok Hotelu Brzet. Krystalicznie czysty i ciepły Adriatyk mieni się błękitem i turkusem, a małe kamyczki wcale nie przeszkadzają, a tylko dodają uroku tutejszym plażom. A gdy znudzi nam się leżenie na słońcu którego tutaj pełno, możemy skorzystać z wycieczek. Majestatyczny Dubrownik aż kipi od arcydzieł architektury romańskiej i wczesnogotyckiej, nic dziwnego że dziś nazywany jest perłą Adriatyku lub Atenami Chorwacji...
Elitarną atmosferę wąskich uliczek z białego kamienia z wyspy Brac (z którego Chorwacja jest dumna) można poczuć także w Trogirze, którego zachwycająca Starówka została wpisana na listę UNESCO, a gdy chcemy poczuć iście rzymską atmosferę proponuję udać się do Splitu i zobaczyć gigantyczny Pałac Djoklecjana, jeden z najlepiej zachowanych obiektów pałacowych z czasów Cesarstwa Rzymskiego. Widząc to wybitne dzieło rąk ludzkich na myśl przychodzi starożytny Rzym, widok dobrze zbudowanego cesarza w otoczeniu swojej świty i warta honorowa gwardii cesarskiej, a dookoła tłum skandujący imię swojego wszechwładcy. Ale nie potrzebujemy wehikułu czasu - dziś można zobaczyć w Splicie rekonstrukcję tamtych czasów, gdy Djoklecjan wychodził pozdrowić lud poddany. Proszę wierzyć – robi wrażenie, a sam cesarz wydaje się jeszcze młodszy niż ponad półtora tysiąca lat temu. Jak on to robi?
Niezainteresowani architekturą ale znudzeni plażowaniem? Nic straconego – świetną alternatywą jest rejs na wyspy Hvar i Brac, gdzie panuje wyjątkowo sielska atmosfera. Ale nie jest to tylko zwykły rejs – to przede wszystkim przednia zabawa, którą gwarantuje doskonała muzyka, serwowana osobiście przez Pana Kapitana, świetna kuchnia pokładowa (grillowaną makrelę wielu uznało za najlepszą rybę, jaką kiedykolwiek jedli), luźna atmosfera oraz przede wszystkim doborowe towarzystwo. Wejście na statek to gwarancja spotkania przyjaznych, uśmiechniętych ludzi, którzy chętnie rozmawiają i wspólnie bawią się przy znakomitej muzyce. A wisienką na torcie jest czas wolny i plażowanie na plaży Zlatni Rat, która uważana jest przez wielu za jedyną prostopadle położoną do wybrzeża plażę. Zaobserwowałem, jak niechętnie klienci opuszczają statek, nawet pojawiły się łzy smutku, że wszystko już się skończyło. Czy można o lepszą rekomendację? Na koniec nie zapomnijmy o Jeziorach Plitwickich – Parku Narodowym i wodzie, która wydaje się zaczarowana barwami zieleni i rejsie po Cetinie, gdzie bujna roślinność sprawia, że można poczuć klimat…tropikalny.
Chorwacja to kraina, gdzie życie toczy się swoim, leniwym torem. Chorwaci nie wydają się specjalnie niczym przejmować i widok właścicielki plażowego baru, obsługującej klientów w bikini i pływającej w morzu między klientami nikogo nie dziwi. Chorwaci mawiają: „Jeżeli czujesz, że chcesz popracować usiądź, napij się kawy a na pewno ci przejdzie”. Temperament południowca a może antidotum na globalizm i sposób jak szczęśliwie żyć? „Ja chcę tu zostać”, „Za szybko minął ten czas” – to częste zdania, które słyszałem tuż przed powrotem do kraju grupy Złotego Wieku. Chorwacja wciąga i jest to już rodzaj uzależnienia. Ale czy może być lepszy komentarz…?
piątek, 25 maja 2018
Osada Boroniówka
Zapraszamy na krótki wypad do starej osady młynarskiej "Boroniówka" w samym sercu Ojcowskiego Parku Narodowego. Atrakcją miejsca jest zabytkowy młyn i tartak wodny, jeden z nielicznych w regionie, gdzie nadal mieli się mąkę jak to dawniej bywało...
Historia młyna sięga XV wieku. Pierwszym właścicielem był Zakon Sióstr Klarysek z Grodziska, które przekazały młyn i tartak wodny w ręce prywatne w 1816 roku. Obecne zabudowania mieszkalne i gospodarcze pochodzą z roku 1850. Jest to wybitny przykład drewnianej architektury przemysłowej z zachowanym oryginalnym wyposażeniem i starymi urządzeniami działającymi do dziś. Niesamowitą atrakcją jest pokaz opuszczania zapory, kiedy woda przedostając się na drewniany kołowrotek napędza całą maszynerię i powstaje mąka. Dobrym pomysłem jest zabytkowa chałupa jak i cukiernia, odbywają się tam warsztaty kulinarne, jak pieczenie chleba w piecu chlebowym z mąki pytlowej, wycinanie ciastek i pierników, lepienie pierogów.
Nie zabrakło również wizyty w kawiarni by skosztować wyśmienitej kawy z oryginalnych naczyń retro, i domowego ciasta, chociaż porcja jak dla niemowlaka a cena elitarna. Warto przyjechać z własnym kocem, rozłożyć się przy szumiącym Prądniku i zachwycać sielską atmosferą...
Tekst i zdjęcia: Marcin Bareła
czwartek, 17 maja 2018
Jednodniówka: Pszczyna - kwiecień
Zapraszam na krótką fotorelację z Pszczyny. Celem wizyty w mieście był Park Zamkowy wraz z Pokazową Zagrodą Żubrów. Przy okazji udało nam się spontanicznie trafić na pchli targ na pszczyńskim Rynku i uczestniczyć we Mszy Świętej w Kościele Wszystkich Świętych...

























Kościół Bł. Salomei
Boroniówka










