Wrzucam jeszcze jedną zaległość sprzed 2 lat - wrześniową wizytę w Chorwacji, na półwyspie Istria, w mieście Rovinj. Miasteczko o niesamowitym klimacie, rustykalne, jakby lekko zaniedbane, zachęcające do włóczęgi, pełne wąskich uliczek niczym we Włoszech. Zakochałem się w tym miejscu, zresztą jak w całej Chorwacji od pierwszego wejrzenia. Rovinj ma niesamowity urok, nieprzypadkowo nazywane jest chorwackim Saint Tropez. Bazą wypadową był ośrodek wypoczynkowy Villas Rubin, małe miasteczko z domkami, restauracjami, wypożyczalnią sprzętów wodnych, salonem SPA, sklepami i własnym aquaparkiem. Byłem tylko z córeczką i bardzo fajnie wspominam ten czas - mimo że w pracy - wspólnych chwil z moim Skarbem. Nie muszę dodawać, że po sezonie Adriatyk był nagrzany tak, że można było wchodzić z marszu do wody, a zasolenie pozwala unosić się na powierzchni nawet nie umiejącym pływać. Nie szkodzi brak piachu - zabawa w wodzie i tak była przednia (dopóki sól nie dostała się do oczu). Nie obyło się również bez rejsu - celem była wyspa KRK. Zobaczcie zdjęcia.
Tekst i zdjęcia: Marcin Bareła
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz